środa, 5 marca 2014

Pierwsza lekcja facefitness

Witam!
Zapraszam dzisiaj wszystkie dziewczyny, w każdym wieku, zainteresowane poprawieniem swojego wyglądu twarzy, na pierwsze dwa ćwiczenia z gimnastyki twarzy. Potrzebne będą jedynie dwie własne ręce. Najlepiej ćwiczyć rano, jeszcze przed nałożeniem kremu (oleju:)) na twarz. Palce nie będą się ślizgały, a po wykonaniu całego zestawu, można w czasie końcowego rozluźniającego masażu nałożyć krem wyciągnięty z lodówki, szybciej się wtedy wchłonie.

Najszybsze efekty wygładzenia zmarszczek osiągniemy ćwicząc codziennie po kilkanaście minut. Zajęte panie mogą ćwiczyć 3-4 razy w tygodniu, w zależności od możliwości, a twierdzenie, że nie mamy czasu na ćwiczenia jest takim małym zakłamaniem, bo proszę mi wierzyć, ja też jestem niezwykle zajętą osobą, ale znajduję czas na sport, masaż i inne przyjemności, które mojemu ciału i organizmowi służą. Mimo nawału obowiązków służbowych i domowych musimy zadbać o siebie, aby być szczęśliwymi, spełnionymi babkami, musimy czasami być pozytywnie egoistyczne dla siebie. Proszę mi wierzyć, na wszystko można znaleźć czas pod warunkiem, że się dobrze zorganizujemy i nie będziemy labiedzić nad swoją niedolą, bo inaczej nic nam się nie będzie chciało i nie będziemy z siebie zadowolone i w ogóle zdawać nam się będzie, że jesteśmy do niczego, a to nie jest prawdą, bo jesteśmy superbabki i mamy o siebie dbać. Ale do rzeczy! Jeśli będziemy ćwiczyć nie każdego dnia to wygładzenie zmarszczek zajmie wtedy więcej czasu, ale efekty i tak powinny się pojawić. Musimy ćwiczyć wszystkie główne partie mięśni twarzy, począwszy od czoła, poprzez oczy, policzki, podbródek, na szyi skończywszy. Pierwsze efekty powinny pojawić się po 30 dniach ćwiczeń. Zapraszam do ćwiczenia ze mną.
Oczywiście facefitness harmonizuje z pielęgnacją twarzy. Dlatego nadal bezinwazyjnie ją pieścimy różnymi najlepiej ekologicznymi mazidłami (np. olej kokosowy). Znakomicie, jeśli to będzie, jak już wyżej wspomniałam, po wykonanych ćwiczeniach, podczas masażu, ale o tym potem.

Teraz przejdziemy do pierwszych dwóch ćwiczeń, a właściwie dzisiaj zaprezentuję tylko dwa ćwiczenia rozgrzewające, taka rozgrzewka przed głupimi minami:) Do dzieła!

Ćwiczenie rozgrzewające mięśnie twarzy (1 lekcja) :

1.   

Opukuj twarz czubkami palców, zaczynając od brody i idąc ku czołu. Poruszaj szybko palcami na zmianę w górę i w dół. Powtórz ćwiczenie 10 razy. Twarz może się lekko zaczerwienić, ale jest to dobry objaw świadczący o pobudzeniu krążenia.

2.  

Drugie ćwiczenie to delikatne skubanie kciukiem i palcem wskazującym twarzy od brody, poprzez, usta,  policzki, nos, aż do czoła. Staraj się każdorazowo skubać po małym fragmencie skóry. Staraj się nie doprowadzać do odczuwania bólu, ćwiczenia ma być przyjemne. Powtórz ćwiczenie 5 razy. Twarz może się lekko zaczerwienić, ale jest to dobry objaw świadczący o pobudzeniu krążenia.

Po rozgrzewce przechodzimy do zestawu ćwiczeń. Wystarczającym zestawem dla każdej zabieganej Pani jest zestaw 12 ćwiczeń obejmujący po dwa ćwiczenia na :
  1. wygładzenie poziomych zmarszczek na czole,
  2. zapobieganie tworzeniu się "lwiej zmarszczki",
  3. wygładzenie zmarszczki wokół oczu,
  4. ujędrnienie policzków,
  5. wygładzenie zmarszczek wokół ust,
  6. ujędrnienie podbródek i szyję.
Te powyższe ćwiczenia są takim zestawem min, natomiast poniżej znajdują się szczegółowe ćwiczenia na określone partie twarzy :

Ćwiczenia  wygładzające poziome zmarszczki na czole
Ćwiczenia zapobiegające tworzeniu się “lwiej zmarszczki”
Ćwiczenia wygładzające „kurze łapki”
Ćwiczenia na zmarszczki wokół oczu
Ćwiczeni niwelujące cienie pod oczami
Ćwiczenia na zmęczone oczy
Ćwiczenia na policzki
Ćwiczenie na wygładzenie drobnych zmarszczek wokół ust
Ćwiczenie zmniejszające tzw. drugi podbródek
Ćwiczenia mięśni szyi
Na zakończenie po ćwiczeniach cudowny masaż połączony z wklepaniem ulubionego kremu. 

Wszystkich tych ćwiczeń możecie się nauczyć.


Ja poświęcam na facefitness codziennie ok. 6-7 minut.
Oczywiście powyższe ćwiczenia są minimum, które wykonujemy codziennie. W miarę posiadanego czasu, a przede wszystkim chęci, wykonujemy ćwiczenia celujące w określone partie twarzy i w konkretne zmarszczki, bo każda kobieta boryka się z innym problemem twarzowym. Ja np. mam szczupłą twarz i przy ćwiczeniach na policzki muszę pamiętać, aby ich czasem nie wysmuklić bardziej, a wręcz przeciwnie, muszę je napompować, aby sprawiały wrażenie pełniejszych. Inne Panie muszą np. siłę ćwiczeń skierować na zmarszczki wokół ust (bo przykładowo jeszcze nie rzuciły palenia, albo już mądrze rzuciły, ale te drobne papierosowe bruzdki pozostały). Każda z Pań musi odnaleźć ( najlepiej pod moim okiem) swój własny zestaw ćwiczeń. Co jakiś czas będę przezentować po dwa ćwiczenia na każdą partię twarzy. Za kilka tygodni będziecie miały cały zestaw, a za kilkanaście lat będziecie wyglądały tak jak dziś, pod warunkiem, że będziecie skrupulatnie ćwiczyć. Oczywiście dla Panów też mam zestaw na ich piękne mordki, ale z doświadczenia wiem (mam takiego Pana obok siebie już ćwierć wieku), że ciężko namówić faceta do facefitness. Może znajdą się zainteresowani to zapraszam, bo po Panach też widać upływ czasu, niestety...


W niedalekiej przyszłości załączę zdjęcia obrazujące powyższą rozgrzewkę. Co jakiś czas będę zamieszczać kolejne dwa ćwiczenia. Przy następnym spotkaniu - ćwiczenia na wygładzenie poziomych zmarszczek na czole.

c.d.n.

wtorek, 4 marca 2014

Jak polubić bieganie, nie będąc masochistą?

Załóżmy, że nigdy wcześniej nie miałaś do czynienia z bieganiem. To znaczy miałaś, ale w szkole, na lekcjach w-fu, gdzie po przekroczeniu mety wypluwałaś płuca i wściekałaś się, że zmuszają Cię do czegoś, czego tak bardzo nie cierpisz. Podbiegając na autobus, albo wchodząc na drugie piętro, nie możesz złapać oddechu. Nie cierpisz biegania i nie rozumiesz ludzi, którzy to robią. Może nawet trochę im zazdrościsz i chciałabyś biegać, ale nie możesz przemóc swojej niechęci.
Albo inaczej. Załóżmy, że nie masz nic przeciwko bieganiu. Jest dla Ciebie neutralne, nie masz negatywnych doświadczeń z nim związanych, ale uważasz, że to nie dla Ciebie. Nudziłbyś się, to przecież taki monotonny sport, wolisz sporty zespołowe, gdzie jest jakaś akcja, coś się dzieje. Nie potrzebujesz biegania.

Osiem miesięcy temu byłam osobą z pierwszego opisu. I wiesz co? Mam dla Ciebie propozycje. Spróbuj zacząć biegać. 

Nikt nie będzie Ci kazał się katować, wyjść i biec 30 minut bez przerwy. Nikt nie będzie narzucał Ci katorżniczego tempa i morderczych dystansów. Jesteś tylko Ty, Twoje potrzeby, Twoje zdrowie, ciało i umysł. Jeśli chcesz coś zmienić w swoim życiu, zrobić krok w stronę lepszego zdrowia, jeśli chcesz schudnąć albo ujędrnić sylwetkę przed latem, jeśli szukasz nowej pasji, jeśli chcesz mieć więcej energii na co dzień, albo po prostu chcesz się sprawdzić, podjąć wyzwanie i zobaczyć, czy jesteś zdolny/zdolna do przebiegnięcia 30 czy 40 minut bez przerwy - daj mi, sobie i bieganiu 6 tygodni. Pomyśl. to wcale nie jest tak dużo. Masz słuszne cele, które wymagają jakiegoś poświęcenia. Daj sobie 6 tygodni czasu próbnego, a później zdecydujesz, rozliczysz się sam ze sobą, spiszesz zyski i straty i podejmiesz decyzję, czy przedłużysz okres próbny o kolejne tygodnie, zdobywając kolejne poziomy wtajemniczenia, czy dasz sobie spokój. A może już wtedy pokochasz bieganie? Ze mną tak było.

Zanim jednak opowiem Ci, co i jak, i poprowadzę Cię krok po kroku przez te 6 tygodni, spróbuję skusić Cię samą ideą biegania. Po co to robić? Po co wychodzić ze swojej strefy komfortu, po co wychodzić spod koca z kanapy i opuszczać telewizor, w którym leci ukochany serial, a my przecież zasługujemy na chwilę odpoczynku?

Korzyści z biegania

1. Lepsze zdrowie - to dosyć oczywiste, ale także warte przybliżenia. Na ten punkt składa się naprawdę wiele różnych aspektów. Bieganie to aktywność należąca do grupy treningów zwanych aerobowymi (inaczej tlenowymi). O co chodzi? Treningi aerobowe polegają na jednostajnych ćwiczeniach o umiarkowanej intensywności, podczas których krew daje radę dostarczyć odpowiednią ilość tlenu do mięśni, dzięki czemu energia pozyskiwana jest ze spalania tlenowego właśnie. Kluczowa jest tu umiarkowana intensywność, o treningu tlenowym mówi się, gdy tętno ćwiczącego mieści się w przedziale od 55% do 85% tętna maksymalnego. Co daje taki trening? Obniża spoczynkowe tętno i ciśnienie krwi, wzmacnia mięsień sercowy i uelastycznia żyły, zwiększa powierzchnię użytkową płuc, zmniejsza poziom "złego" cholesterolu (LDL), zwiększając jednocześnie poziom tego "dobrego" (HDL). Dzięki bieganiu lepiej się śpi, ma się więcej energii i bardziej dotleniony organizm, a nawet lepszą koncentrację. 
A teraz koniec tego bełkotu i przykłady z krwi i kości, czyli co bieganie zmieniło w naszym zdrowiu.
Wcześniej miałam podwyższone tętno spoczynkowe (w stanie spoczynku serce biło mi zbyt szybko) bez żadnego określonego powodu, przez pewien czas musiałam brać leki, później brałam je doraźnie, w przypadku złego samopoczucia. A odczuwa się to naprawdę upierdliwie i średnio można cokolwiek robić, gdy siedząc w bezruchu ma się tętno 120. Moja Mama miała ten sam problem - z tą różnicą, że leki na serce brała już regularnie. Od kiedy biegamy, ani razu nie wzięłyśmy tabletki na serce, moja Mama całkiem odstawiła leki. 
Inne przykłady - lepiej i szybciej mi się zasypia. Pożegnałam się z napięciem przedmiesiączkowym, skrócił mi się też czas trwania miesiączki. Nie wspomnę już o tym, jak mogę biec całą drogę z mieszkania na przystanek i nie uświadczysz u mnie zadyszki. Jeśli jeszcze nie przekonało Was to, że dzięki bieganiu choć częściowo możecie mniej truć się lekami, to zapraszam dalej.

2. Waga w normie - dla niektórych to główna motywacja. Nie róbmy jednak z tego jedynej korzyści i jedynej motywacji - pamiętajcie, waga w normie też jest ważna z punktu widzenia zdrowia, ale nie oszalejmy na tym punkcie! Nie osiągniemy niczego, zmuszając się do aktywności i ograniczając się w kuchni na maksa, po to żeby zrzucić określoną ilość kilogramów do określonego dnia. Nie o to chodzi. Popatrzmy globalnie, chodzi o całe nasze życie. Nie próbujcie zmieniać tylko swojej wagi, zmieniajcie powoli swój tryb życia. Zaprzyjaźnijcie się z bieganiem, spróbujcie wprowadzić je na stałe do swojego życia, z czasem poczujecie potrzebę zwiększenia ilości ruchu i dołączycie kolejne aktywności, które lubicie. Nie usiłujcie zamknąć tego wszystkiego w jednym słowie "odchudzanie", szukając spektakularnych efektów po miesiącu. Dajcie sobie pół roku na zmianę swojego życia, a przy tym i swojej sylwetki. Spieszycie się gdzieś? Lepiej zrzucić parę kilo w miesiąc, a później cyklicznie wracać do poprzedniej wagi, czy zmienić tryb życia, pokochać to, po pół roku zauważyć duże zmiany, które być może jeszcze będą się powiększać a efekty pozostaną na całe życie? Decyzja należy do Was, ale nie dajcie zamknąć się w klatce własnego umysłu, opętanego wizją modelek z okładek gazet. Postawcie sobie realistyczne cele! Może kiedyś napiszę o tym osobnego posta, bo, jak widzicie, mam w tym temacie co nieco do powiedzenia... :) Wracając do głównego wątku - treningi aerobowe są najlepsze w walce z nadprogramowymi kilogramami. Do 20-30 minut treningu pobieramy energię z glikogenu w naszym organizmie, czyli cukrów. Po tym czasie nasze ciała powoli przełączają się na czerpanie energii z tłuszczów. Dlatego żeby spalać tkankę tłuszczową, najlepiej jest ćwiczyć aerobowo przez minimum 30 minut, jeszcze lepiej - 40. 

3. Sfera psyche opanowana - jak biegasz, to dystansujesz się od różnych spraw. Od swoich problemów, od kłótni, uspokajasz się, Twoje nerwy odchodzą w niepamięć. Zdarza się tak, że po bieganiu wpada mi do głowy rozwiązanie problemu, nad którym długo się głowiłam. Mam dużo nowych pomysłów, więcej sił do działania, nowy zapał i energię. Kłótnia, która przed treningiem wydawała się czymś okropnym, a ja zażarcie i uparcie stałam przy swoim, po bieganiu wydaje się czymś błahym i niewartym tracenia nerwów. Magia? Prawie... Endorfiny:) Ci mali przyjaciele zalewają nasz organizm bardzo tłumnie, po kilkudziesięciu minutach biegania. Uzależniają. I bardzo dobrze!

Na tym poprzestanę, choć korzyści można by jeszcze wymieniać i wymieniać. Mam nadzieję, że te trzy główne grupy nieco Was przekonały. Po zaproszeniu Waszej motywacji do zabawy, teraz zapewnię Wam wiedzę i instrukcję, jak to wszystko zrobić i jak wykorzystać ten zapał, który zapewne kłębi się już w Was aż po czubki palców:)

Instrukcja biegania

1. Dobry plan - to podstawa. Najważniejsze jest to, żeby robić wszystko na miarę własnych możliwości. Plan jest ogólny, to Wy sami musicie dostosować go do siebie. Wyjdź na swój pierwszy bieg i sprawdź, czy czasem interwały, w których biegniesz 30 sekund, a maszerujesz 4:30 minuty, nie są dla Ciebie za słabe. Może potrzebujesz zacząć od większej ilości biegu? Ja zaczęłam od minuty biegu i 4 minut marszu. Możesz robić więcej powtórzeń - zależnie od tego, ile chcesz poświęcić na to czasu. Pół godziny to taka ilość czasu, którą nietrudno jest wysupłać ze swojego dnia, cztery razy w tygodniu. Jeśli chcesz, zwiększ ilość powtórzeń - ja robiłam osiem, dzięki czemu doszłam do 40 minut biegu bez przerwy. Jeśli masz sporą nadwagę, to zastanów się nad rozpoczęciem swojej aktywności od energicznego marszu. Zamiast biegu w interwałach umieść szybki, energiczny marsz, przeplatany wolnym spacerem. To wystarczy dla polepszenia kondycji i zrzucenia paru kilo. W sytuacji dużej nadwagi bieganie może być niebezpieczne dla stawów, szczególnie kolan. Nie ma jednak powodu, by zrezygnować z tego całkiem - rozpocznij przygodę z marszem, efekty przyjdą szybko, a za jakiś czas będziesz mógł/mogła zacząć biegać.

Poniżej wklejam plan biegania, który sama zrealizowałam.


 
B w tabeli oznacza bieg, m - marsz. W pierwszym tygodniu truchtacie spokojnym tempem 30 sekund, następnie maszerujecie (ale nie jak całkowite ślamazary - szybszym tempem niż na spacerze) przez 4:30 minuty i powtarzacie cykl 6 razy. Dni biegania możecie zmienić, dopasować do siebie. Ważne jednak, żeby nie były to cztery czy trzy dni pod rząd - nasze organizmy potrzebują regeneracji, bez niej nie będzie żadnych efektów:)

2. Strój - ważne są buty. Jeśli jest to dla Was tylko próba i nie wiecie jeszcze, czy w ogóle Wam się to spodoba i po prostu nie chcecie kupować specjalnie w tym celu nowych butów - ubierzcie jakieś wygodne adidasy. Nie biegajcie absolutnie w trampkach, półbutach, itp. Najlepsze są adidasy sportowe. Idealnie by było, gdyby pojawiła się kolekcja biegowa w Lidlu - buty do biegania są tam w cenie 60 zł, można sobie na to pozwolić, a buty posłużą dobrze początkującemu. To najważniejszy element sprzętowy biegania, w złych butach łatwo o kontuzje. Oczywiście z doborem obuwia wiąże się określenie, jaki mamy rodzaj stopy, itd... Ale na razie nie zaprzątajmy tym sobie głowy. Wygodne, sportowe obuwie na stopy, dres albo legginsy, na etapie początkowym może być jakaś bluzka z długim rękawem i sportowa bluza. Dostosujcie ubiór do pogody i pamiętajcie, że w czasie biegu organizm się rozgrzewa i trzeba ubierać się lżej, niż normalnie. Na początku jednak tego biegu jest mało, głównie jest to marsz, więc ubierzcie się na cebulkę i testujcie, ile Wam wystarczy. Nie polecam jednak raczej wbijania się w zimową kurtkę;)

3. Motywacja - powiedzcie bliskim, co zamierzacie zrobić. Nie wstydźcie się, jak Wam nie wyjdzie - to co z tego? Przynajmniej próbowaliście, to i tak więcej niż niektórzy. A wsparcie bliskich wiele daje, jeśli chodzi o zmotywowanie. Oczywiście najważniejsza jest motywacja wewnętrzna - ta wypływająca z Waszego wnętrza. Czego oczekujecie od biegania? Jakie macie cele?
Wydrukujcie plan na kolorowo i przyczepcie na ścianie - skreślajcie każdy trening grubym markerem, z poczuciem satysfakcji i kawałka nieźle odwalonej roboty. Ściągnijcie aplikację! Na windowsa jest całkiem fajna apka (nie wiem jak inne, nie testowałam) - Runtastic. Wydajcie 17 złotych (nie żałujcie sobie, to zamiast jednej pizzy;)) i kupcie Runtastic Pro - można tam ustawiać interwały, dzięki czemu po prostu uruchamiacie trening, a głos pani powiadamia Was, kiedy zacząć bieg, a kiedy marsz. Nie trzeba bawić się w stopery, zegarki i ciągłe kontrolowanie czasu:) Rejestrujcie swoje osiągnięcia, motywujcie się tym, że na pół przeszliście, na pół przebiegliście, parę ładnych kilometrów! A Wasze życie z pewnością wydłużyło się o choć pół godziny... :)) Piszcie o swoich postępach u nas, w komentarzach. Dla mnie każda osoba, która zaczęła biegać dzięki mnie, to tak ogromny cud, że łezka kręci mi się w oku. Będę motywować. Tylko zmotywujcie mnie do motywowania:)

4. Jedzenie. Oczywiście polecałabym przejście na zdrowe odżywianie, ale nie o tym mówimy w tym poście. Najlepiej jest biegać około 2-3 godziny po dużym posiłku, albo godzinę, dwie po lekkim. Żołądek nie może być całkowity pusty (żebyście nie padli z braku paliwa na trasie), ale nie może być też pełny. Nie polecam biegać na czczo. Jeśli chcecie robić to rano, biegać zaraz po przebudzeniu - zjedzcie małego banana, a porządne śniadanie zafundujcie sobie po powrocie. Od razu po bieganiu dobrze jest zjeść jakiś mały posiłek, żeby uzupełnić zapasy. Pamiętajcie o nawadnianiu! Jeśli nie biegacie dłużej niż 30 minut i nie robicie tego w upale - wystarczy, jak uzupełnicie płyny od razu po powrocie z biegu. Gdy czas biegania się wydłuża, albo z nieba leje się żar - weźcie butelkę wody ze sobą.

5. Jak tu się nie nudzić? Przecież to takie monotonne... Spróbuj. Pobycie samemu ze sobą też jest dobre, można poukładać myśli, nacieszyć się naturą. To zupełnie nie dla Ciebie? Namów kogoś znajomego do wspólnego biegania. Partnera/partnerkę, siostrę, koleżankę, brata, mamę, kogokolwiek:) Jeśli wszyscy uparcie odmawiają, ułóż playlistę ulubionych, pozytywnych, dających kopa piosenek i idź ze słuchawkami. Kochasz książki? Nagraj audiobooka i słuchaj go w czasie treningu! Sposobów na oswojenie rzekomej monotonii biegania jest sporo - spróbuj znaleźć swój.


Spróbujcie. Bez wymówek i bez odkładania na później. Zaczyna robić się ładna pogoda, teraz biega się najlepiej. Dajcie sobie czas do świąt Wielkanocnych i przetestujcie bieganie. Jak to mówią, jeszcze nikt nigdy nie powiedział, że żałuje wyjścia na trening. Jeśli macie jakieś pytania - piszcie w komentarzach, my we wszystkim pomożemy i wesprzemy. Zróbcie coś dla siebie!:) Bądźcie systematyczni przez ten czas i wytrwajcie w postanowieniu. Jak nie teraz, to kiedy? Rozliczamy się za 6 tygodni.


poniedziałek, 3 marca 2014

Moja zdrowotna przemiana:)

Cześć :)

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć o moim zdrowym odżywianiu. Czy w ogóle 12-latka może się zdrowo odżywiać?


Do końca 2012 roku jadłam bardzo niezdrowo. Dla całej naszej rodziny normalką  był biały chleb, słodzone napoje, cola, przetworzone żarełko. tłusty nabiał i tony słodyczy. Wtedy nie czułam, że ważę odrobinkę za dużo i zajadam same śmieci.


Jak widać poniżej, niezły miałam brzuszek:) Obok moje aktualne zdjęcie z Siostrą (ja po lewej stronie).




Uświadomiłam to sobie dopiero wtedy, gdy Mama uznała, że po 40-stce styła się z deczka i należałoby zrzucić kilka zbędnych kilogramów. Zdecydowałyśmy wówczas, że ja też powinnam zmniejszyć się o trzy kilogramy. Ten przełomowy dzień stał się dla nas impulsem do zdrowego odżywiania ściśle połączonego z bieganiem, jogą i ćwiczeniami kardio. Po kilku tygodniach nasza waga wróciła do normy, a w efekcie zakochałyśmy się w zdrowym fit życiu, stało się ono naszą wielką pasją. Na początku ciemne wieloziarniste pieczywo mi całkowicie nie smakowało, ale z czasem się do niego przyzwyczaiłam. Teraz mi smakuje, nie jadam już w ogóle białego chlebka i bułeczek. Następną najgorszą, i chyba najtrudniejszą, decyzją była rezygnacja z moich ulubionych słodyczy. Normalnie potrafiłam zjeść całą czekoladę, paczkę chipsów lub ciastek w czekoladzie na raz. Ograniczyłam się do linijki czekolady dziennie, z czasem tylko kostki, aż teraz tylko w niedzielę, lub po prostu jem gorzką :)
Cukier zmieniłam na stewię, czyli naturalny, zdrowy słodzik. Nie za bardzo lubiłam jej smak dlatego w ogóle przestałam słodzić herbatę. Moje koleżanki, jak rozmawiają o tym, mówią: "Ty słodzisz dwie? Tss, co to jest... Ja słodzę trzy!" I tak się czasem przechwalają i licytują, a kiedy ja wyjadę z tym, że w ogóle nie słodzę, to niektóre z nich myślą, że to żart:) 
Bardzo ważne jest to, że jem warzywa, owoce zamiast np. chipsów, ale najważniejsze jest to, że zjadam 5 solidnych posiłków dziennie. To jest niezwykle ważne, aby jeść porządne śniadanie, obiad i kolację oraz między nimi dwie zdrowe, wartościowe przekąski. Zdrowo odżywiająca się nastolatka nie może być w ciągu dnia głodna i powinna jeść dużo warzyw, owoców, chudego białka, dużo nabiału, pełnoziarniste, ciemne pieczywo i przede wszystkim nie powinna pić słodzonych, gazowanych napojów, typu cola, ani zajadać głodu słodyczami.
Jestem w takim wieku, że mój organizm dojrzewa i potrzebuje dostarczania wartościowych składników, znajdujących się we wszystkich produktach żywnościowych, ale niekoniecznie cukrów prostych (oczywiście oprócz owoców) i białej mąki. O dietę dbam sama, ale niedoścignione są tzw. zdrowe kanapki szkolne robione przez Mamę.

 


Do takiej kanapki dostaję w pakiecie codziennie jabłko, marchewkę i mango, kiwi lub paprykę albo seler naciowy do przegryzania. Najfajniejsze jest to, że zarażam moje koleżanki takim zdrowym żarełkiem i widzę potem, że one również zaczynają przynosić podobne posiłki do szkoły. Szkolny sklepik omijam szerokim łukiem, mogłabym wziąć udział w modnej kampanii ogólnopolskiej na temat "uzdrowienia" szkolnych sklepików.


 

Dodatkowo Mama wyczarowuje różne zdrowe obiadki i kolacje z produktów, których kiedyś nie tknęłabym (kasza jaglana, soczewica, soja, kasza gryczana itd.), a dziś, odpowiednio przygotowane i doprawione, bardzo mi smakują.
Oprócz zdrowej diety nastolatki, która dla mojego organizmu jest super, regularnie uprawiam sport. Zachęcam wszystkie dziewczyny w moim wieku do biegania, jogi i różnych ćwiczeń areobowych, bo to dla naszych rosnących organizmów jest strzał w dziesiątkę, właśnie z połączeniem z racjonalnym zdrowym odżywianiem. Wyrośniemy w przyszłości na niezłe laski.
Nie powiem, czasami nachodzi mnie chęć na słodycze. Wtedy robimy razem z Mamą i Siostrą np. zdrowe cukierki jaglane albo zdrowe batoniki kokosowe, czy krem czekoladowy z kaszy jaglanej z karobem, albo po prostu zjadam kawałek gorzkiej czekolady z dużą zawartością kakao i kawałkami pomarańczy. To nie jest tak, że ja się męczę, bo zabroniłam sobie jeść słodyczy. Ja jem słodycze, ale tylko takie, które mi nie szkodzą! Poza tym, gdy na co dzień zdrowo się odżywiam i dostarczam organizmowi wartościowych składników, których potrzebuje, to zwyczajnie nie mam ochoty na niezdrowe jedzenie i cukier. Bywa tak, że niektóre słodkości są teraz dla mnie ZBYT słodkie i zwyczajnie mi nie smakują... :)

niedziela, 2 marca 2014

Krem z brokułów i kotlety z soczewicy

Dzisiaj dwa przepisy, ponieważ my je spożywamy zawsze w pakiecie

 I

Zupa krem z brokułów


Składniki na porcję dla 4 osób:

1 lub 2 brokuły,
niecały litr wody,
sól himalajska,
stewia lub ksylitol,
płatki chili.

Ponadto:

4 łyżki uprażonego białego bądź czarnego sezamu,
4 łyżki uprażonych pestek dyni,
4 łyżki amarantusa.

Działamy:
  1. Brokuła dzielimy na małe różyczki, odcinamy łodygę, czyli ten cały twardy kikut, (który możemy pokroić ma paseczki, podsmażyć na oliwie z oliwek i potem wykorzystać do jakiejś sałatki).
  2. Następnie zalewamy brokuła wodą, doprawiamy solą himalajską i szczyptą stewii lub ksylitolu (niewielką, ale według mnie  niezbędną, ponieważ, według mojego smaku, rośliny kapustowate muszą być złamane odrobiną słodyczy, należy pamiętać, że czysta stewia jest 200 razy słodsza od cukru, a więc w przypadku użycia jej wystarczy mikroodrobina).
  3. Gotujemy warzywko dosłownie kilka minut, al dente, a nie na ciapę,
  4. Następnie blendujemy, powstały zielony krem doprawiamy chili i ewentualnie solą lub stewią czy ksylitolem (jak zwykle jest to kwestia indywidualnego gustu smakowego, jedni wolą bardziej słone, inni, tak jak mój mąż, wcale nie muszą solić).
  5. Zupę przelewamy do talerzy i do każdego wsypujemy po łyżce sezamu, pestek dyni i amarantusa.

Moim zdaniem, (oczywiście to jest tylko indywidualna opinia) zupy tematyczne, a więc np. brokułowa winny zawierać tylko to podstawowe warzywo (brokuła), ja nie dodaję już nigdy np. ziemniaka, czy marchewki. Niewątpliwie inny składnik warzywny zmienia smak i nie jest już rzeczona zupa w efekcie zupą brokułową, ale warzywnym kremem. Tak samo postępuję np. przy kremie z marchewki, z kalafiora, z selera, dyni, zupie cebulowej i innych. Jest to tylko moje zdanie i każdy oczywiście może własne przepisy dostosowywać do swojego smaku i dodawać do zup czego tylko zapragnie. Na tym polega właśnie indywidualizm kuchenny:)

 

Smacznego :)

Ciekawostka:

BROKUŁ jest rośliną kapustowatą i jest znany przede wszystkim ze swych właściwości przeciwnowotworowych, ponieważ zawiera dużą ilość tzw. sulforafanu, substancji chemicznej o właściwościach przeciwrakowych. Sulforafan doskonale walczy z bakteriami odpowiedzialnymi za rozwój wrzodów i raka żołądka, a także korzystnie wpływa na oczy, gdyż neutralizuje szkodliwe skutki promieniowania ultrafioletowego. Brokuły zawierają również selen, który pozwala się ustrzec przed rakiem prostaty. Brokuły zawierają dużo witaminy A (to jedno z najlepszych źródeł tej witaminy), E, K1, B1, PP, są również cennym źródłem witaminy C – zaledwie 200 g warzyw całkowicie pokrywa dzienne zapotrzebowanie człowieka na tę witaminę. Są szczególnie bogate w potas, fosfor, wapń, żelazo i chrom (to właśnie dzięki zawartości chromu brokuły są bardzo pomocne w leczeniu cukrzycy). Te niezwykłe warzywa bogate są w magnez, niezbędny między innymi do prawidłowego funkcjonowania serca i przewodzenia impulsów nerwowych.
Brokuły są niskokaloryczne, a ponadto zawierają dużo błonnika pokarmowego – są polecane szczególnie osobom dbającym o linię i odchudzającym się. Kaloryczność brokułów jest bardzo niska, bo wynosi około 27 -37 kcal w 100 g. Warzywo to ma również właściwości terapeutyczne w przypadku anemii (dotyczy to zwłaszcza dzieci i ciężarnych kobiet) oraz hamuje uszkodzenie rdzenia kręgowego. Najwięcej wartości odżywczych mają warzywa w stanie surowym, dlatego trzeba je przechowywać w chłodziarce, aby nie zwiędły i nie straciły chlorofilu.

Wiele osób unika brokułów ze względu na specyficzny zapach pojawiający się podczas ich gotowania, ale wystarczy ponoć dodać do wody kilka łyżek mleka lub skórkę od chleba i zapach nie będzie tak uciążliwy. Ja tego nie sprawdzałam, bo szczerze mówiąc, nie dobija mnie ten zapach, mimo że jestem typowym zapachowcem. Korzyści zdrowotne po konsumpcji tego warzywa są nieocenione.

 

  II

Kotlety z zielonej soczewicy


Składniki :

woreczek zielonej soczewicy,
1-2 cebule,
200 gr łuskanych orzechów włoskich,
mielone orzechy włoskie do panierowania kotletów,
2 jajka,
oliwa z oliwek,
sól himalajska,
świeżo zmielony pieprz.


Działamy: 
  1. Dzień wcześniej namaczamy orzechy w niewielkiej ilości wody.
  2. Soczewicę gotujemy w osolonej wodzie (sól powoduje, że soczewica w czasie gotowania twardnieje i ja taką ją lubię, jeśli tego nie chcecie, to nie dodawajcie na tym etapie soli) niecałe 30 minut, tak aby się nie rozgotowała (czasami trzeba gotować krócej), musimy otrzymać pełne kawałki ziarenek, a nie rozmamlaną masę.
  3. Po ugotowaniu odstawiamy soczewicę do wystygnięcia.
  4. W tym czasie kroimy cebulę w drobną kostkę i podsmażamy na oliwie.
  5. Kroimy, bądź łamiemy odcedzone, wcześniej namoczone, orzechy włoskie na mniejsze cząstki.
  6. Ubijamy pianę z białek.
  7. W dużej misce rozdrabniamy niedbale widelcem wystudzoną soczewicę, dodajemy podsmażoną cebulkę, orzechy, żółtka jajek i delikatnie pianę z jajek,
  8. Mieszamy całość, doprawiamy do smaku pieprzem i ewentualnie jeszcze solą,
  9. Następnie formujemy malutkie kotleciki, panierujemy w mielonych orzechach i smażymy na oliwie, doprowadzając do delikatnego przyrumienienia z jednej i drugiej strony.
W jednym talerzu krem z brokułów, a na drugim kotleciki z soczewicy. Nieopisane smaki i zdrowie przede wszystkim. 





Smacznego :)

 

Ciekawostka:

SOCZEWICA jest wzmiankowana w Biblii, w Księdze Rodzaju 25,33-34, gdzie Ezaw sprzedaje Jakubowi prawo swojego pierworództwa za miskę soczewicy.
Soczewica zielona, podobnie jak inne warzywa strączkowe, zawiera mnóstwo cennego biologicznie i łatwo przyswajalnego białka. Ponadto bogata jest w witaminy z grupy B oraz witaminy PP. Te drobne zielone ziarenka zawierają też sporo kwasu foliowego, który wpływa korzystnie na funkcjonowanie układu nerwowego, są także bogactwem skrobi, wapnia, fosforu oraz żelaza. Nasiona soczewicy mają też stosunkowo niski indeks glikemiczny, mogą więc sięgać po nie osoby na diecie, także na diecie cukrzycowej. W Polsce niegdyś używana była jako roślina pastewna, a potem na długo została zapomniana. Dziś jest ulubienicą wegetarian, w których diecie z powodzeniem zastępuje mięso ze względu dużą zawartość wcześniej wspomnianego białka. Soczewicę poleca się nie tylko osobom niejedzącym mięsa, ale także sportowcom i pracownikom fizycznym. Przyjmuje się, że te ziarenka zalicza się do najzdrowszych produktów żywnościowych na świecie. Ja osobiście je kocham.  

 

sobota, 1 marca 2014

Królowa śniadań


Córki też mają co nieco do powiedzenia w kuchni... :)

Owsianka

Składniki:

  • Płatki owsiane górskie
  • Mleko (ilość płatków i mleka dobrane do preferencji osobistych - zależnie, czy lubimy owsiankę rzadką czy gęstą:) Ja zawsze sypię na oko, tak jak mi pasuje)
  • Mieszanka orzechów i nasion (wedle smaku i uznania - u mnie migdały, pestki dyni, nasiona słonecznika, suszona żurawina)
  • 4 suszone daktyle (można je posiekać na małe kawałeczki - ostrożnie z ich ilością, mają dużo kalorii:) ale są też pyszne i zdrowe!)
  • Płatki kokosowe (dla fajnego smaku - jeśli ktoś nie lubi, można oczywiście pominąć; robotę robią tutaj płatki, nie wiórki)
  • Siemię lniane
  • Nasiona chia
  • Łyżka miodu
  • Łyżka powideł śliwkowych babci bez cukru (jeśli nie macie takich domowych cudów, świetnie nada się dżem ze 100% zawartością owoców z Łowicza - wiśnia, truskawka, czarna porzeczka, brzoskwinia)

To mój zestaw idealny - bardzo sycący, zdrowy i pyszny. Ale owsianka ma to do siebie, że można do niej wrzucić prawie wszystko, modyfikować jej skład do woli i bawić się smakiem:) Ja nie wyobrażam sobie owsianki bez orzechów, owoców i miodu. W sezonie letnim wspaniale sprawdzą się borówki, jagody, truskawki, maliny... Ale spróbuje też wrzucić zwykłe, surowe jabłko (oczywiście ze skórką przebogatą w błonnik, antyoksydanty i witaminy;)) Ja zwykle improwizuję i wrzucam do płatków to, co akurat mam w domu i na co mam ochotę.

  1. Płatki owsiane w ilości według uznania wsypujemy do mleka w małym garnczku (albo ogromnym garncu, jeśli gotujemy dla całej fit rodzinki, ale wtedy odpowiednio trzeba zwiększyć proporcje:)), dokładnie mieszamy i stawiamy na małym ogniu.
  2. Często mieszając, gotujemy owsiankę kilka minut, tak żeby płatki trochę napęczniały.
  3. Dorzucamy orzechy, płatki kokosowe, siemię lniane i nasiona chia (ze dwie szczypty, dla smaku i zdrowia;)), daktyle siekamy, lub wrzucamy całe.
  4. Łychę miodu i powideł wrzucamy do owsianki i dokładnie mieszamy, żeby miód się rozpuścił i ładnie połączył z resztą.
  5. Zasiadamy do stołu, łapiemy za łyżkę, szamiemy owsiankę i mamy dużo energii i owsiankowy humor cały dzień, a nasze brzuchy są pełne i wdzięczne za pełnowartościowy posiłek:))



Smacznego!


Ciekawostka:

NASIONA CHIA - to nic innego, jak nasiona szałwii hiszpańskiej. Jest to roślina pochodząca z centralnej i południowej części Meksyku oraz z Gwatemalii. Zalicza się ją do najzdrowszych pokarmów świata! Jej nasiona zawierają dużą ilość łatwo przyswajalnego przez nasze organizmy białka (ok. 20%), kwasów tłuszczowych omega-3, a także błonnika (głównie rozpuszczalnego w wodzie). Wiecie, jak działa taki błonnik? Ma on bardzo istotne działanie z punktu widzenia osób chorych na cukrzycę - spowalnia trawienie węglowodanów, czyli dzięki niemu możemy hamować nagłe skoki cukru we krwi. Dodatkowo, taki błonnik wyłapuje z naszego przewodu pokarmowego ten "zły" cholesterol - LDL. Tyle by wystarczyło, żeby przekonać się do tych niepozornych ziarenek, ale to jeszcze nie koniec ich cudownych właściwości:) Są one pełne antyoksydantów, witamin i minerałów (m.in. magnez, żelazo, wapń, cynk), nie uświadczycie w nich glutenu (bezglutenowcy - śmiało!), a także mają właściwości hydrofilowe - nawilżają organizm, dzięki czemu są dobre dla sportowców. A to tylko jeden ze składników naszej królowej śniadań:)



P.S. Owsianka wyszła oczywiście najkorzystniej na instagramie;)