Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fit. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 kwietnia 2015

Makaron z sosem z awokado i warzywami

Składniki:

  • makaron pełnoziarnisty, np. świderki (ilość uzależniona od tego, jak dużą porcję chcemy zjeść)
  • pół dojrzałego awokado
  • mały ząbek czosnku lub czosnek sproszkowany
  • 1/3 małej czerwonej cebuli
  • 4 rzodkiewki
  • 1 duży pomidor
  • 3/4 łyżki oliwy z oliwek lub oleju rzepakowego
  • sól, pieprz, bazylia
  • opcjonalnie: rozmaryn; nasiona chia 

Przygotowanie:

  1. Makaron ugotować al dente, dodać odrobinę soli (ja używam himalajskiej; morska też spoko, ale ogólnie soli starajmy się unikać - zatrzymuje wodę w organizmie, przez co wyglądamy na wydętych i o wiele grubszych, niż rzeczywiście jesteśmy ;) a to tylko niewinna woda! A smakiem się nie przejmujcie, przebiedujcie tydzień-dwa z mniejszą ilością soli i innych ulepszaczy smaku i nie zauważycie różnicy. Kwestia przyzwyczajenia i kubków smakowych, które co 10 dni się "odradzają" na nowo, już z zupełnie nowymi upodobaniami kulinarnymi, zależnie od tego, do czego je przyzwyczaimy. Magia? Biologia!).
  2. Awokado przekroić na pół i rozparcelować tak, żeby w jednej z połówek została pestka, włożyć ją do lodówki na później - wtedy nie sczernieje. Drugą połówkę obrać i pokroić na mniejsze części, dorzucić czosnek świeży lub w proszku, dosypać odrobinę soli, szczyptę pieprzu i bazylii, dodać olej. Całość zblendować na gładką masę. 
  3. Cebulę obrać, umyć i drobno poszatkować; pomidora umyć i pokroić w kostkę; rzodkiewki obrać, umyć i również pokroić w kostkę.
  4. Masę z awokado przełożyć na rozgrzaną patelnię, dolać nieco wody i rozmieszać, dorzucić do tego ugotowany makaron. Dokładnie wymieszać makaron z sosem. Dorzucić cebulę, pomidora i rzodkiewki, doprawić do smaku i grzać parę minut na małym ogniu, żeby warzywa nieco puściły soki i danie nabrało smaku. Opcjonalnie można dosypać rozmarynu i nasion chia. 
Voilà! Danie gotowe. Obiad robi się sprawnie i szybko, a jednocześnie jest zdrowy i pyszny. Trochę też wiosenny :) Lekki, ale sycący. Dodaje energii i poprawia humor nawet. Złożone węglowodany plus tłuszcze jednonienasycone, bomba witaminowa i odżywcza w warzywach i awokado. Palce lizać. Jakby komuś brakowało białka, to można spróbować dorzucić łososia wędzonego (nie próbowałam, ale na samą myśl cieknie mi ślinka), albo jakiegoś grillowanego kurczaka, ale to już nie wiem, czy by pasowało. Ja białko dostarczyłam z nasionami chia :)



Pamiętajcie, że składniki sukcesu i zdrowego życia, to między innymi: zrównoważona dieta, aktywność fizyczna dopasowana do możliwości i potrzeb, regeneracja i aktywny odpoczynek (ale i bierny od czasu do czasu jest niezbędny), dbanie o swoją sferę emocjonalną (skuteczne i zdrowe sposoby radzenia sobie ze stresem, świadome zarządzanie swoimi emocjami, samoświadomość, "odsączanie" negatywnych emocji), dbanie o bliskie i dalsze relacje, samorozwój i satysfakcja ze swojej pracy, życie w zgodzie z własnym organizmem, słuchanie i umiejętność rozpoznawania jego sygnałów oraz wiedza, kiedy zmęczenie to znak, że trzeba pójść pół godziny wcześniej spać i to wystarczy, a kiedy zwiastun czegoś nieco poważniejszego i sygnał, że dobrze by było przeleżeć sobotni wieczór w dresie z książką, lampką wina i kotem na kolanach, bo inaczej zwariujemy. Nawet jeśli w tym szaleństwie też jest metoda :) 

sobota, 4 kwietnia 2015

Tofurnik na spodzie owsiano-orzechowym z mango i rodzynkami

Święta, święta! Nasz żywioł. Uwielbiamy rodzinne posiedzenia przy stole. Niezorientowani w temacie i nieznający nas zbyt dobrze ludzie mogliby pomyśleć, że wręcz przeciwnie - skoro dbamy o zdrowie i sylwetkę, to unikamy dużej ilości kalorii i niezdrowego jedzenia, a z tym przecież kojarzą się święta. Spieszymy z wyjaśnieniem: to absolutna nieprawda! Nawet jeśli na co dzień żyjemy zdrowo i w zgodzie ze swoimi organizmami, to w czasie świąt nie odmawiamy sobie tradycyjnych potraw, które wychodzą głównie spod ręki babci (tradycyjny pasztet, klops, kiełbasa biała, żurek - choć zakwas robimy same!; tradycyjne ciasta z cukrem i mąką pszenną, sałatka jarzynowa...), bo próbujemy wszystkiego, wyznając zasadę: "Mogę spróbować każdej potrawy, byle w małej ilości, żeby wszystko się zmieściło". Babcia i tak już jest trochę przeciągnięta na naszą stronę, bo zamiast cukru dodaje do wszystkiego ksylitol, a zamiast majonezu sklepowego - nasz (chociaż pod względem kalorii to nic nie zmienia, to jednak unikamy wszelkich sztucznych substancji). A my, dla przeciwwagi, pichcimy mnóstwo zdrowszych, nieco "odchudzonych" i "uzdrowionych" alternatyw. Już drugi dzień uwijamy się wszystkie trzy jak w ukropie, żeby ze wszystkimi pysznościami zdążyć, a lista planowanych przez nas potraw i dodatków jakby w ogóle się nie kończyła... Co przygotowałyśmy do tej pory? Zobaczcie sami:
  • tofurnik na spodzie owsiano-orzechowym, z masą z mango i rodzynkami, pokryty musem jabłkowym
  • mazurek owsiany z polewą ksylitolową, świątecznie przyozdobiony
  • pasztet z soczewicy z żurawiną
  • pasztet warzywny 
  • pasztet z piersi z indyka i jogurtu
  • smalec z fasoli z jabłkiem ze "skwarkami" z kaszy gryczanej
  • musztarda z suszonej figi
  • majonez
  • masło orzechowe
  • chrzan tarty
  • ciasteczka bezglutenowe 
Pycha! Część przygotowanych przez nasz potraw możecie zobaczyć na zdjęciu:




Nie wszystkie przepisy są nasze; często inspirujemy się jakimś przepisem i modyfikujemy go wedle własnego uznania. Tak właśnie było z tofurnikiem. Za inspirację i pomysł dziękujemy vea love green (po oryginalny przepis kliknij tutaj), a my prezentujemy naszą wersję tofurnika (chociaż nie ukrywamy, że mus jabłkowy zgapiłyśmy - Iwonka, mamy nadzieję, że się nie obrazisz :)). No i wreszcie, po tym przydługim opisie zapraszam na przepis.

Tofurnik na spodzie owsiano-orzechowym, z mango i rodzynkami oraz musem jabłkowym

1. Mus jabłkowy

Składniki:

  • 3 duże jabłka
  • 2 łyżki nasion chia

Przygotowanie:

  1. Jabłka zetrzeć na tarce z grubymi oczkami.
  2. Starte jabłka wymieszać z nasionami chia.
  3. Całość włożyć do lodówki na godzinę.

2. Spód

Składniki:

  • 3/4 szklanki płatków owsianych
  • 2 łyżki nasion słonecznika
  • 1/4 szklanki amarantusa ekspandowanego
  • 1 jajko
  • garść orzeszków ziemnych
  • 2 łyżki ksylitolu
  • pół szklanki mleka
  • 2 łyżki oleju kokosowego

Przygotowanie:

  1. Wszystkie składniki zmiksować na gęstą masę w malakserze.
  2. Masę wyłożyć na tortownicę (u nas szklany spód, więc bez folii; na zwykła tortownicę lepiej wyłożyć folię aluminiową) i wyrównać ręką powierzchnię i brzegi (dokładnie i równo  rozprowadzić masę po całej powierzchni)
  3. Piec około 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

3. Masa

Składniki:

  • sok z połowy limonki
  • 2 łyżeczki skórki cytrynowej bio
  • 1 duże mango, obrane i pokrojone w kostkę
  • 3 paczki tofu (po 180 g)
  • 4 łyżeczki masła orzechowego (u nas: własnoręcznie robione; przepis podamy lada moment)
  • 150 ml mleka
  • mała paczka rodzynek
  • pół szklanki ksylitolu

Przygotowanie:

  1. Wszystkie składniki oprócz mango i rodzynek zmiksować na gładką masę (jak na sernik) w malakserze.
  2. Do masy dorzucić pokrojone drobno mango i całe rodzynki i dokładnie wymieszać drewnianą łyżką.
  3. Masę wyłożyć na upieczony spód i wstawić na godzinę do piekarnika nagrzanego do 180 stopni.
Gdy ciacho się upiecze, rozprowadzamy na nim dokładnie nasz mus jabłkowy z lodówki. Na brzegach rozsmarowujemy czekoladową polewę (roztopiona gorzka czekolada wymieszana dokładnie z 1/4 szklanki mleka)  i zdobimy wedle uznania. U nas: płatki kokosowe na brzegach plus kleks z masła orzechowego z jagodami goji. Zdrowe i lekkie ciasto na święta gotowe. Smacznego! :)
 

niedziela, 21 września 2014

Chipsy z jarmużu na finał siatkówki :)

Przepis znalazłam na jadłonomi. Od pierwszego wykonania zakochałam się w nich i robię codziennie, bo zajmuje mi to zaledwie kilka minut, a efekt... Zwłaszcza, że jarmuż to niekwestionowany lider zdrowotności.Tak naprawdę to pierwszy raz spróbowałam go w tym roku, ale już robiłam z niego koktajle, sałatki i sos do makaronu, ale te chipsy to po prostu, jak mówią nastolatki, czad :) 


Jarmuż  to odmiana botaniczna kapusty warzywnej. Jest zalecany w diecie biegaczy. Roślina ta zawiera silne przeciwutleniacze i posiada niezwykłe właściwości przeciwzapalne. Jest bogatym źródłem beta-karotenu, witaminy K, witaminy C, witamin z grupy B, witaminy E, luteiny, a także wapnia. Podobnie jak brokuły, o których kiedyś pisałam, zawiera sulforafan - związek posiadający właściwości przeciwnowotworowe. Jarmuż jest także doskonałym źródłem żelaza, fosforu i magnezu. Więcej witaminy C niż jarmuż posiada jedynie papryka i natka pietruszki. Jarmuż zalicza się do warzyw lekkostrawnych, zalecanych zwłaszcza osobom starszym i dzieciom. Można go zjadać na surowo, zapiekać, smażyć, gotować oraz dodawać do różnych zup, no i oczywiście robić chipsy, które polecam. Ja je przyprawiam oliwą przeze mnie aromatyzowaną suszonymi pomidorami i czosnkiem i odrobiną soli himalajskiej.




 Idę oglądać mecz :)


Jarmuż należy do rodziny kapustnych. To ta sama rodzina do której należy kapusta (oczywista sprawa), pak-choi, tasoi, inne zieleniny chińskie, brokuły, rośliny musztardowe (np. mizuna) etc. Obecnie robi się (znowu) modną rośliną, ale w rzeczywistości jarmuż był uprawiany od bardzo dawna. Niektórzy twierdzą wręcz, że to roślina najbliżej spokrewniona z dziką kapustą, czyli najmniej zmodyfikowana przez uprawę. Jarmuż,razem z rzepą jedzono również chętnie w średniowieczu: było to typowe pożywienie chłopskie. - See more at: http://ziolowyzakatek.com.pl/jarmuz/#sthash.dFUFGfXs.dpuf
Jarmuż należy do rodziny kapustnych. To ta sama rodzina do której należy kapusta (oczywista sprawa), pak-choi, tasoi, inne zieleniny chińskie, brokuły, rośliny musztardowe (np. mizuna) etc. Obecnie robi się (znowu) modną rośliną, ale w rzeczywistości jarmuż był uprawiany od bardzo dawna. Niektórzy twierdzą wręcz, że to roślina najbliżej spokrewniona z dziką kapustą, czyli najmniej zmodyfikowana przez uprawę. Jarmuż,razem z rzepą jedzono również chętnie w średniowieczu: było to typowe pożywienie chłopskie. - See more at: http://ziolowyzakatek.com.pl/jarmuz/#sthash.dFUFGfXs.dpuf
Jarmuż należy do rodziny kapustnych. To ta sama rodzina do której należy kapusta (oczywista sprawa), pak-choi, tasoi, inne zieleniny chińskie, brokuły, rośliny musztardowe (np. mizuna) etc. Obecnie robi się (znowu) modną rośliną, ale w rzeczywistości jarmuż był uprawiany od bardzo dawna. Niektórzy twierdzą wręcz, że to roślina najbliżej spokrewniona z dziką kapustą, czyli najmniej zmodyfikowana przez uprawę. Jarmuż,razem z rzepą jedzono również chętnie w średniowieczu: było to typowe pożywienie chłopskie. - See more at: http://ziolowyzakatek.com.pl/jarmuz/#sthash.dFUFGfXs.dpuf

piątek, 12 września 2014

Tajemniczy składnik treningu, który odmieni Twoje życie.

Nie wszyscy go znają. Niektórzy traktują go pobłażliwie, nie dowierzają w jego skuteczność, albo kompletnie go ignorują. A mówi się, że to tak samo ważna, jak nie bardziej, część treningu, co sam trening. Wiecie, o czym mówię?

REGENERACJA.

Niby banał, no bo po prostu trzeba spać 7-8 godzin i nie trenować codziennie. Ja myślę o regeneracji w nieco inny sposób i mam nadzieję przekazać Wam bardziej holistyczne podejście do tej sprawy.

Według mnie, regeneracja to wszystko to, co składa się na nasze życie poza treningami. Nie wystarczy spać 7 godzin dziennie i robić jeden czy dwa dni odpoczynku (rest day z angielska) w tygodniu, jeśli poza tym w weekendy zalewamy się w trupa, po treningu puszczamy dymka, żywimy się tylko kebabami i jajecznicą, a przez cały tydzień po 10 godzin siedzimy przy biurku i mamy taki poziom stresu, że kłęby dymu ze spalonych przewodów wydostają się już przez nasze uszy.

Regeneracja wymaga podejścia do swojego ciała z uwagą i troską. Rozpoznawać, co nam służy, a co nie. Trening, który ma na celu tylko i wyłącznie, kolokwialnie mówiąc, przypakowanie, albo schudnięcie, albo zabicie wyrzutów sumienia, może nawet szkodzić. Wysiłek fizyczny nie jest dla naszego organizmu obojętny, tym bardziej jeśli jest bardzo intensywny, lub po prostu niedostosowany do naszych możliwości. Jeśli trening to element, który funkcjonuje w zupełnym oderwaniu od reszty naszego życia i nic w nim nie zmienia, to bardzo prawdopodobne, że szybko poznamy, co to kontuzja, przetrenowanie, czy spadek motywacji. 

Człowiek to całość. Nie da się go porozdzielać na odrębne kawałki. Jeśli chcesz żyć zdrowo, w zgodzie ze sobą, jeśli chcesz czuć się dobrze i pracować nad równowagą w Twoim organizmie, to uważam, że warto zwrócić uwagę na następujące elementy:

  1. Poziom treningu. Czy jest dostosowany do Twoich możliwości? Czy nie robisz niczego ponad swoje siły? Zastanów się nad tym. Lepiej zacząć powoli, delikatnie, i stopniowo zwiększać intensywność. Trening dostosowany do możliwości sprawia większą przyjemność i zwiększa motywację do dalszej pracy. Po prostu da się go pokochać.
  2. Sen. Tak, wiem, wszędzie się o tym tłucze, że trzeba spać 7-8 godzin, a Ty śpisz po 5-6 i czujesz się dobrze? Do czasu... Sen to podstawa. Niektórzy potrzebują go więcej, niektórzy mniej, spróbuj wyczuć, ile Ty go potrzebujesz. Staraj się budzić się z poczuciem wyspania i energii. Inaczej bardzo łatwo o przetrenowanie, brak chęci do czegokolwiek i ogólne zblazowanie.
  3. Sposób odżywiania. Jak człowiek trenuje, to potrzebuje dostosować do tego swój sposób jedzenia. Czyli przede wszystkim co i kiedy je. Ciężko odbudować i zregenerować mięśnie po treningu zestawem z pierwszego lepszego fast-fooda. Nasze ciało to nie śmietnik, wypadałoby traktować je z szacunkiem, no bo bądź co bądź - mamy tylko jedno. Niedopuszczalne jest też głodzenie się! Do treningu potrzebne jest paliwo! Oczywiście, inaczej powinny odżywiać się osoby, które chcą zrzucić wagę i uprawiają sporty wytrzymałościowe, takie jak bieganie, a inaczej ci, którzy pracują nad rozbudowaniem masy mięśniowej. Żadna z tych osób nie powinna jednak trenować na głodnego, bo bez paliwa organizm będzie o wiele mniej wydajny, przez co trening nie będzie taki, jakbyśmy chcieli, bo po prostu zabraknie nam sił. Poza tym nie działa to dobrze ani na odchudzanie, ani na rzeźbę - raczej na gromadzenie tkanki tłuszczowej, bo organizm będzie się bronił przed głodem i odkładał "na zapas". Dlatego warto trenować ok 2-3 godziny po głównym posiłku, a po treningu zjeść przekąskę na 100-200 kcal, która pozwoli zregenerować mięśnie, albo odwrotnie - ok. 30 min przed treningiem wszamać przekąskę, a po treningu zjeść główny posiłek. Nagradzajmy się jedzeniem za wysiłek, który włożyliśmy w trening, bo zasługujemy na to. Niektórzy tylko muszą przedefiniować "nagradzanie się" - no bo jak można nazwać nagrodą słoik nutelli albo pudełko pizzy, skoro wcale nie są one dla naszego organizmu dobre ani przyjemne? A, przepraszam, przyjemne są, przez jakieś 10 minut po fakcie, bo jest nam słodko, czy tam tłusto, i cudownie. Później przychodzą wyrzuty sumienia, szybki głód i chęć na więcej, problemy z trawieniem, ospałość i brak energii, a nawet problemy z cerą, bo organizm próbuje wyrzucić z siebie te toksyny przez skórę. Hm. Warto było? Nagradzanie się za wysiłek powinno polegać na dostarczaniu sobie tego, czego organizm potrzebuje - świeżych warzyw i owoców, produktów zbożowych z pełnego przemiału, nabiału, mięsa, ryb, zdrowych tłuszczy, itp. itd., wiemy o co chodzi. Oczywiście nikomu nie zaszkodzi kawałek ulubionego ciasta czy kanapka z nieszczęsną nutellą raz na jakiś czas, choćby i raz na tydzień, pod warunkiem, że potrafimy to kontrolować i zjeść normalną, rozsądną porcję, a nie pół blachy, czy cały słoik. Grunt, żeby mieć zdrowe nawyki i na ogół zdrowo jeść, a tzw. cheat meal choćby raz na tydzień jest nawet pożądany. Byleby jeden taki cheat meal nie osiągał takich wartości kalorycznych, jakie pochłaniamy normalnie w ciągu 3 dni. O odżywianiu się można by długo, w skrócie chodzi jednak o to, żeby poprzez jedzenie zapewniać sobie energię, siłę i regenerację, a przy tym przyjemność.
  4. Substancje psychoaktywne. Sama wiem, jak to jest, kiedy chce się biegać dzień po piciu alkoholu. Dla mnie to okrutne uczucie i zdarzyło mi się może dwa razy, od tego momentu, jeśli mam ochotę na alkohol, to piję go tylko wtedy, jeśli następnego dnia nie mam treningu. Jednak dwa piwa lub butelka cydru to mój stanowczy górny limit, od święta. Alkohol szkodzi, zawsze i wszędzie, nieważne w jakich ilościach, o jakiej porze dnia, ani z kim pijemy. Po prostu szkodzi. Utrudnia regenerację i wybija organizm z rytmu. A co dopiero kac, albo, co gorsza, zatrucie alkoholowe? Nasz organizm po prostu nas błaga: Nie rób mi tego więcej! Dobra regeneracja wg mnie oznacza brak alkoholu. Albo alkohol w bardzo nieznacznych ilościach, no bo, znowu, nie ma po co sobie niczego całkowicie, absolutnie i na zawsze odmawiać. Papierosy natomiast są w moim mniemaniu nie do pogodzenia z treningiem i ciężko mi sobie wyobrazić taką wybuchową mieszankę. Wydaje mi się, że jak się trenuje, to o wiele mniej chce się pić czy palić. Inaczej jest pewnie w przypadku osób uzależnionych, ale za to wysiłek ułatwia rzucenie picia/palenia.
  5. Siedzący tryb życia. Nie działa na nas zbyt dobrze. Mięśnie mamy spięte, po pewnym czasie wszystko zaczyna boleć, a nasza przemiana materii sięga poziomu leniwca. Warto choćby co godzinę wstać, przejść się, poruszać się przez 15 minut, porozmawiać albo wypić kawę na stojąco, porozciągać się trochę. Poranne przebiegnięcie 15 km i późniejsze 8 godzin na krześle trochę się kłóci ze sobą i skutkuje poważnym brakiem równowagi.
  6. Chroniczny stres. Trening oddziałuje na organizm w podobny sposób jak stres. Pełna mobilizacja organizmu, adrenalina, podwyższone tętno, itp. Dlatego poza treningami warto się wyciszyć. Zwolnić. Zrelaksować się. Oczywiście, że każdy ma swoje problemy, pracę czy naukę, obowiązki, odpowiedzialność, co powoduje stres. Ale do pewnego stopnia możemy to kontrolować - sposób, w jaki reagujemy w stresowych sytuacjach, nasze nastawienie i sposób myślenia, a przede wszystkim to, jak sobie z tym stresem radzimy. Zamknięcie oczu i policzenie do 10 działa czasem cuda, nie mówiąc o technikach oddechowych i innych technikach relaksacyjnych, jodze, masażach, relaksie w ciepłej kąpieli z książką, itp. O takich sposobach też warto pamiętać i fundować sobie czasem taki relaks dla ciała i ducha.
  7. Rozciąganie. W mięśniach gromadzi się bardzo dużo napięcia, przez treningi i stres. Rozciąganie jest absolutnie konieczne po treningu, fajnie by było poświęcić mu trochę uwagi i czasu, a nie z niechęcią i niedbale odhaczyć. Podczas trenowania mięśnie się napinają i kurczą, warto je porządnie rozciągnąć i rozluźnić, by powróciły przynajmniej do stanu sprzed treningu. To potrafi być zbawienne i znacząco ograniczyć potreningowe bóle. Uważam, że warto też rozciągać się niezależnie od treningu, po prostu codziennie, żeby zrelaksować mięśnie. Nie wiem czy wiecie, ale nie tylko napięcie psychiczne (stres, itp.) powoduje napięcie mięśni, ale i na odwrót - napięcie mięśni też wpływa na to psychiczne. Im bardziej rozluźnione ciało, tym bardziej zrelaksowany umysł.


    Pamiętajcie o rozciąganiu!:)

  8. Inna aktywność fizyczna. Warto też poruszać się czasami dla samego ruchu, nie dla wyników, efektów. Dla samej przyjemności płynącej z lekkiej, rekreacyjnej aktywności fizycznej. Dlatego czasami można poćwiczyć jogę, wybrać się na rolki, a nawet na zwykły spacer. Świetnie działa zabawa z psem, czy aktywne spędzanie czasu z dzieckiem, wycieczka rowerowa. Albo nasz standardowy trening o nieco mniejszej intensywności, bez parcia na wynik, na pięcie się w górę. Przetruchtanie 5 km w tempie 7:30 min/km wciąż jest świetnym sposobem na ruch i wciąż dostarczy Ci ogromnej przyjemności, nawet jeśli Twój standardowy trening to 15 km w tempie 5:30. Zawsze warto mieć przed oczami szerszy obraz. Po co to robimy? Dla siebie, dla własnej przyjemności i satysfakcji. Dobrze by było o tym nie zapomnieć. Pamiętajmy zawsze, że najważniejsza jest radość z treningów - gdy to zanika, to znak, że coś trzeba zmienić.
A co Wy sądzicie o regeneracji?:)


 

środa, 3 września 2014

Mity żywieniowe

Tak sobie myślę, że żyjemy w cudownych czasach. Wszystko jest w zasięgu ręki. Idziemy do supermarketu na zakupy i mamy dostęp do wszystkiego, co nam się zamarzy: pieczywo, owoce, warzywa, mięso, ryby, nabiał, wędliny, przetwory mleczne, jajka, produkty zbożowe, orzechy, napoje, słodycze, mrożonki, konserwy, ciastka, czipsy, alkohol... Można by wymieniać w nieskończoność. Czy to nie jest piękne? Nie musimy już biegać za mamutem, uciekać przed tygrysem, zbierać każdego wyrosłego z ziemi zielska i sprawdzać, czy się nim nie potrujemy. Jak dla mnie fantastycznie.

Ma to jednak swoje minusy... 

Po pierwsze, polując na mamuty i bizony i uciekając przed krwiożerczymi panterami, fundowaliśmy sobie kawał niezłego kardio. Nawet z obciążeniem, bo trzeba było popylać z włócznią pod ramieniem. Kobiety oczywiście mniej, a nawet wcale, ale zbieraczy tryb życia, utrzymanie domu i dzieci przy życiu też swoje robiły (tu mam feministyczne skojarzenia, ale daruję sobie). Podsumowując, workout był dzień w dzień odhaczany. W zasadzie życie to był jeden wielki workout. Dzisiaj co najwyżej porozciągamy się trochę przed komputerem, pójdziemy schodami, zamiast wołać windę, albo posiedzimy na piłce szwajcarskiej zamiast na poczciwym krześle. Oczywiście mamy (lub nie mamy, to zależy od jednostki) wydzielony czas na ćwiczenia, np. godzinę na siłownie trzy razy w tygodniu, czy tam 1,5-godzinne rozbiegania po 3-4 razy na tydzień. Przyznajmy jednak i uświadommy (piękne słowo) sobie, że te kilka godzin tygodniowo to nic w porównaniu do, dajmy na to, 10 godzin dziennie przesiedzianych przed biurkiem, stołem, telewizorem. Nie umniejszając nikomu, oczywiście, jego wysiłku, bo w dzisiejszych czasach to i tak jest godne podziwu.

Po drugie, jedzenie. Dieta była taka trochę raw, tyle że z mięsem. Wszystko się brało z natury, tak jak Pan Bóg stworzył, bo przecież człowiekowi prehistorycznemu (taka dygresja: nie zastanawiało Was nigdy to określenie? Nie szukałam informacji na ten temat, ale co to za człowiek, który istniał przed historią?) nie w głowie było zasiadanie w laboratorium i płodzenie glutaminianu sodu, sorbitoli, aspartamu, syropu glukozowo-fruktozowego, cukru inwertowanego, sorbinianu potasu, itp., itd. Jadło się tylko to, co wyrosło z ziemi, albo co się własnoręcznie ukatrupiło swoją dzidą. To oczywiście też miało swoje dobre i złe strony, ale tutaj chodzi mi o to, że brak było wtedy chemii w jedzeniu. Dziś wszystko musi smacznie wyglądać (barwniki), smacznie pachnieć (aromaty), super intensywnie smakować (wzmacniacze smaku), mieć fajną konsystencję (emulgatory, substancje żelujące, itp.), być słodkie (wszelkie substancje słodzące), a przede wszystkim musi długo stać w lodówce i się nie psuć (konserwanty), bo komu się chce chodzić codziennie do sklepu? A przy tym wszystkim musi być tego dużo i musi być TANIE. Im więcej syfu w produkcie, tym jest tańszy. Bo po co dodawać truskawkę, skoro można dodać aromat identyczny z naturalnym? 

W tym momencie dochodzimy do tematu mitów żywieniowych. Każdy z nas ma swoje przekonania na temat żywienia, które kierują jego postępowaniem i wyrażają się zawartością talerza. Niektóre z tych przekonań to mity. Jesteśmy głęboko przekonani, że coś jest zdrowe, albo że coś szkodzi, i w wyniku tego albo zajadamy się czymś, co rzeczywiście nam szkodzi, albo odstawiamy produkty korzystne dla naszego zdrowia, samopoczucia i sylwetki. 

Nie sposób obalić wszystkich mitów żywieniowych, bo każda osoba może mieć najbardziej szalone przekonania na temat żywienia i żaden postronny obserwator by na nie nie wpadł. Pojawiają się jednak mity bardziej popularne, w które wierzy wiele osób. Dzisiaj spróbuję obalić kilka z tych, które wpadną mi do głowy.

  1. Jogurt owocowy ze sklepu jest zdrowy. To przecież JOGURT i OWOCE, więc jak mogłoby być inaczej?

    Takie jogurty najczęściej mają z owocami tyle wspólnego, co burpees z relaksem. Składy mają długie i mrożące krew w żyłach. Jeśli ktoś wziąłby jogurt naturalny i wrzucił do niego kawałki owoców, to długo by to w lodówce nie postało. Poza tym, smak jakiś nie taki. Przecież musi być słodkie! W składzie znajdziemy zatem kilka różnych słodzików (cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, cukier inwertowany), barwniki, aromaty, mleko w proszku, tzw. "wsady owocowe", czy "wsady smakowe", które często stanowią np. 2% produktu. Zatem, dajmy na to, na 100g produktu mamy 2g wsadu owocowego, w którym najwięcej jest... cukru. Polecałabym wrzucić do koszyka jogurt naturalny i ulubione owoce i bakalie. W domu wystarczy pokroić jabłko, mango, ananasa, kiwi, banana, czy umyć ulubione owoce jagodowe, dorzucić do jogurtu, wsypać trochę orzechów, nasion, pestek i już mamy pełnowartościowy, pyszny posiłek. Dodatkowy plus? NAPRAWDĘ zawiera owoce, bo sami je tam wrzuciliśmy. Drożej? Pewnie tak. Opłaca się? To pytanie pozostawię otwartym.

  2. Miód jest zdrowy.

    No nie jest. Cukier to cukier. Cukry proste są szkodliwe dla zdrowia, z wielu różnych powodów, których tutaj wymieniać nie będę. Miód ma pewne właściwości "lecznicze", np. łagodzi ból gardła w przeziębieniach, z tego co wiem, może też łagodzić kaszel. Nie jest to jednak produkt zdrowy, ma dużo kalorii i przyzwyczaja nas do słodkiego smaku, a jak wiemy - słodkie uzależnia. Wtedy już nie ma znaczenia, czy dosładzamy herbatę łyżeczką miodu, czy pochłaniamy tabliczkę czekolady, bo po prostu chce nam się słodkiego. Najrozsądniejszym wyborem, jeśli chodzi o substancje słodzące, jest ksylitol i stewia. Najlepiej jednak zrezygnować całkiem z takich substancji (jak pisałam dziś na naszym fanpage'u, kubki smakowe wymieniają się nam na całkiem nowe w ciągu 10 dni, co oznacza, że wystarczy wytrzymać tyle czasu bez słodkiego jedzenia, by powstały nam nowe, nieprzyzwyczajone do słodkiego kubki smakowe - trzeba więc tylko przycisnąć się przez 10 dni i odzwyczaimy się od cukru - ja tak zrobiłam niecały rok temu, z dnia na dzień przestałam słodzić), a gdy mamy ochotę na deser, jako słodzika możemy użyć zmiksowane daktyle (sprawdzają się fantastycznie!).

  3. Nie powinno się jeść po godzinie 18:00.

    Nieprawda. Przekonanie to jest najbardziej szkodliwe dla osób, które chodzą spać, dajmy na to, o 2:00 w nocy. Jak myślicie, co jest zdrowsze - jedzenie po 18:00, czy niejedzenie przez 8 godzin? Ostatni posiłek powinniśmy jeść około 3 godziny przed pójściem spać. A to czasem może oznaczać jedzenie kolacji o godzinie 23:00. Idea jest taka, żeby nie kłaść się spać z pełnym żołądkiem, nie natomiast taka, żeby ostro się przed snem przegłodzić. NIGDY nie powinniśmy się głodzić.

  4. Ziemniaki tuczą.

    Otóż nie. To bardzo mocno utarty mit, wiele osób tak myśli. Ostatnio wyczytałam, że ziemniaki mają dużo potasu i błonnika, są zdrowym warzywem, o ile są po prostu ugotowane i podane np. z koperkiem, bez żadnego ciężkiego sosu ani masełka. I o ile nie są usmażone w głębokim tłuszczu, oczywiście. A jeśli nadal się boicie starych, dobrych ziemniaków, to rozkochajcie się w tych słodkich. Pyszne i na pewno zdrowe.

  5. Sklepowe syropy do kawy są zdrowsze od cukru.

    Składy, kochani, czytajmy składy. Takie syropy to sama chemia, a w składzie pewnie i tak milion substancji słodzących... Mając taki wybór... To już lepiej cukier.

  6. Musli ze sklepu to sposób na zdrowe śniadanie.

    Absolutnie nie. Takie płatki zawierają często bardzo dużo cukru i innych szkodliwych substancji. Nawet jeśli reklamowane są jako fit, light, itd. Znacznie lepiej jest kupić płatki owsiane (zwykłe, nie błyskawiczne), zalać ja wodą na noc, przykryć, a rano dorzucić jogurtu, owoców świeżych i suszonych, orzechów, pestek, cynamonu, czego dusza zapragnie. Możecie mi wierzyć, takie śniadanie smakuje lepiej od sklepowego musli zalanego mlekiem!


  7. Produkty light są zdrowe.

    Nie. Cola light to wciąż cola. Chyba nie ma takiej coli na świecie, żeby była zdrowa. Lepiej już chyba rozpuścić 10 łyżek cukru w butelce wody. Jeśli chodzi o jogurty, serki, itp., to często ich "lajtowość" polega na obniżonej zawartości tłuszczu, ale wtedy za to dodaje się więcej cukru, bo tłuszcz odpowiada za smak potraw, więc czymś go trzeba zastąpić. Już lepiej kupować pełnotłuste sery, jeśli nie możemy bez nich żyć, i jeść je w ograniczonej ilości. Warto porównywać składy produktów light i zwykłych - te zwykłe miewają po prostu lepsze składy. Poza tym, jeśli produkt jest "light", to nie oznacza od razu, że możemy go jeść w nieograniczonej ilości. Tak czy siak zawiera on ileś tam kalorii, a to właśnie od bilansu energetycznego zależy nasza waga i zdrowie również.

  8. Sól należy całkowicie wyeliminować z diety.

    Nie. Soli nie należy nadużywać (zatrzymuje wodę w organizmie), nie należy jednak też całkiem z niej rezygnować. Dla osób, które nie mieszkają nad morzem, jest bardzo ważnym źródłem jodu, bez którego może zacząć szwankować nasza tarczyca. 



    Najlepsze jest musli własnoręcznie upieczone - na zdjęciu moja homemade granola ;)

III lekcja facefitness :)



Zgodnie z obietnicą kolejny zestaw ćwiczeń facefitness. Doszłam do wniosku, że zaprezentuję jednak więcej niż po dwa ćwiczenia na każdą partię twarzy. A to dlatego, że każda z Was może sobie wówczas wybrać z nich te najlepsze dla siebie. Codziennie należy wykonywać przynajmniej po 2 ćwiczenia na każdą partię twarzy.

Ćwiczenia na okolice oczu

1.    Przyłóż do brwi palce wskazujące, trzymając dłonie zwrócone do siebie. Unieś tymi palcami brwi i przytrzymuj je. Następnie naprzemiennie mruż oczy (nie zamykaj powiek) i rozluźniaj. Powtórz ćwiczenie 10 razy i zakończ szerokim uśmiechem.
2.   Zaciskaj na zmianę raz jedno, raz drugie oko. Trzymaj je zaciśnięte przez ok. 1-2 sekundy. Powtórz ćwiczenie 20 razy i zakończ szerokim uśmiechem.
3.   Zaciśnij jednocześnie mocno dwie powieki, ale nie marszcz przy tym nosa i i nie rozciągaj warg, jak przy uśmiechu. Następnie otwórz szeroko oczy, pilnując aby nie unosić jednocześnie ani brwi, ani czoła. Powtórz ćwiczenie 10 razy i zakończ szerokim uśmiechem.
4.      Opuszki palców środkowych przyłóż do zewnętrznych kącików oka i pociągnij skórę na boki, aż oczy będą wyglądały jak u „Chinki”, przybiorą kształt szparek. Nie zamykaj ich jednak całkowicie. Następnie pokonując opór, unieś powieki, a potem je opuść. Powtórz ćwiczenie 10 razy i zakończ szerokim uśmiechem.
5.      Opuszki dwóch palców prawej ręki ułóż na szczycie kości prawego policzka i pociągnij skórę w dół. Następnie zamykaj prawe oko, ale palcami tak pociągaj tę skórę, aby oko nie mogło się zamknąć. Powtórz ćwiczenie 10 razy i zakończ szerokim uśmiechem, a następnie powtórz je na lewe oko. To jest moje ulubione ćwiczenie na oczy.
6.   Kciukami i palcami wskazującymi spróbuj zrobić „okularki”. Czyli palce wskazujące nad oczami, ale pod brwiami, a kciuki pod oczami i rozszerz nimi oczodoły tak, jakbyś robiła „okularki". Gdy skóra jest naciągnięta, próbuj mrużyć oczy. Powtórz ćwiczenie 20 razy i zakończ szerokim uśmiechem. To moje drugie ulubione ćwiczenie na oczy.

Powodzenia :)

poniedziałek, 1 września 2014

Twarz biegaczki :)

Zainspirowana artykułem świeżo przeczytanym w ostatnim „Women’s Health” – „Figura czy twarz - czy musisz wybierać?” nie mogłam się powstrzymać, coby nie podeliberować w tym temacie.

Już pisałam tutaj wcześniej o twarzy biegaczki, ale jest to tak ważny temat i tak bardzo w literaturze biegowej traktowany po macoszemu, że nie zaszkodzi może się powtórzyć.
Kobiety uprawiające sport, a szczególnie biegaczki, dzięki ćwiczeniom idealnie kształtują swoją sylwetkę, która w szybkim tempie traci tłuszcz, a zyskuje mięśnie. Systematyczne ćwiczenia siłowe, które uzupełniają codzienny jogging, sprawiają, że nasza sylwetka nabiera idealnych proporcji i nawet babki starszawe, takie jak ja, zadowolone są ze swojej figury. Gorzej jest z mordką.
Pięknie wyrzeźbione szczupłe nogi, jędrne umięśnione pośladki i idealnie płaski umięśniony brzuch, a gdy przyjrzeć się twarzy, można stwierdzić, że niewątpliwie jest starsza od reszty ciała. Przynajmniej u takiej biegaczki, która nie dba o nią tak, jak powinna.
Dlatego podsuwam kilka moich zaleceń, które opieram na własnym doświadczeniu.
Po pierwsze - nasza twarz posiada niezliczoną ilość mięśni, dlaczego zatem, rzeźbiąc każdy mięsień naszego ciała, zapominamy o twarzy? Przecież głowa to też część naszego ciała!


Niestety Pani Biegaczko, biegając, wzmacniasz oczywiście mięśnie ciała, ale nie twarzy! Jest ona zmorą biegaczy, ponieważ w zastraszającym tempie chudnie i się zapada, a opierając się na własnym przykładzie i ze względu na to, że ja jestem raczej szczupła, to zapewniam, że w miarę biegania moja twarz zaczęła wklęsać, tak jaby kościotrupieć. I właśnie wówczas rozpoczęłam na nowo facefitness. Ćwiczę codziennie wszystkie partie twarzy i nie ma wymówek, że nie ma czasu. Po prostu wstaję 15 minut wcześniej. Facefitness czy joga twarzy, jak komu bardziej pasuje, jest niezastąpiona w moim mniemaniu, coby nie marszczyć się jak śliweczka. Jestem trenerką gimnastyki twarzy, prowadziłam pokazy w grupach u Pań w różnym wieku i z przykrością muszę stwierdzić, że w naszym mieście nie zaszczepiłam chęci do uprawiania tych nieocenionych ćwiczeń. Słyszałam głosy, że kto by się przejmował zmarszczkami, a ja myślę, że każda Pani powinna…
Myślę, że zamiast wydawać na medycynę estetyczną krocie, zamiast wydawać na kremy krocie, można 6-7 minut dziennie poćwiczyć, a efekty będą kolosalne. Odczułam je „na własnej twarzy”. 
Wracając do tematu, po rzeczonym wklęśnięciu mojej buźki spowodowanym bieganiem (schudłam także 10 kg, a więc tłuszcz z twarzy też sobie wyszedł), rozpoczęłam codzienną gimnastykę twarzy przez 6-7 minut dziennie i efekty były widoczne już po miesiącu. Dalej jestem chuda, ale moje policzki nie zapadają się i zmarszczki widocznie się spłyciły.
Mój codzienny zestaw ćwiczeń:
Ćwiczenia  wygładzające poziome zmarszczki na czole i zapobiegające tworzeniu się ich
Ćwiczenia zapobiegające tworzeniu się “lwiej zmarszczki”
Ćwiczenia zapobiegające "kurzym łapkom”
Ćwiczenia na zmarszczki wokół oczu
Ćwiczenia na zmęczone oczy
Ćwiczenia na policzki
Ćwiczenia zapobiegające tworzeniu się bruzd nosowo-wargowych
Ćwiczenie na wygładzenie drobnych zmarszczek wokół ust
Ćwiczenia mięśni szyi
Na zakończenie po ćwiczeniach cudowny masaż połączony z wklepaniem oleju kokosowego
Wcześniej, na pierwszej lekcji facefitness, pisałam o rozgrzewce, a dziś zaprezentuję kolejne ćwiczenia, wygładzające czoło:
Ćwiczenia na wygładzenie czoła (2 lekcja):

1. Ćwiczenia na „zmarszczki gniewu”, czyli poziome  

a)             Unieś jak najwyżej brwi i otwórz jednocześnie szeroko oczy. Nie marszcz przy tym czoła. Wytrzymaj tak przez 5 sekund i rozluźnij mięśnie twarzy, Powtórz ćwiczenie 10 razy i zakończ szerokim uśmiechem.
b)              Połóż dłoń płasko na całym czole tak aby mały palec leżał nad brwiami. Przyciśnij bardzo mocno dłoń do czoła jednocześnie spróbuj je zmarszczyć. Dłonią powinnaś poczuć jak skóra na czole się napina. Właśnie mocny ucisk dłoni zapobiega powstawaniu zmarszczek. Wytrzymaj tak przez 5 sekund i rozluźnij mięśnie twarzy, Powtórz ćwiczenie 10 razy i zakończ szerokim uśmiechem.

2.  Ćwiczenia na „zmarszczkę lwią”, czyli pionową  

a)  Patrząc na swoje odbicie w lustrze, maksymalnie zbliż do siebie brwi tak, jakby Cię coś okropelnie wnerwiło. Jednocześnie opuszką środkowego palca skierowanego do dołu podtrzymaj mocno skórę, tak aby uniknąć jej zgniecenia. Wytrzymaj tak przez 5 sekund i rozluźnij mięśnie twarzy, Powtórz ćwiczenie 10 razy i zakończ szerokim uśmiechem.
b)    Przyłóż dłoń do powierzchni między brwiami, tak aby dolna część dłoni była właśnie w tym miejscu, a palce na włosach. Uciskając dłonią tę powierzchnię między brwiami, systematycznie zmieniaj siłę nacisku. Ten ruch przypomina pompowanie i powoduje on zasysanie i pęcznienie komórek znajdujących się pod Twoją ręką. Powtórz ćwiczenie 10 razy i zakończ szerokim uśmiechem. To jest moje ulubione ćwiczenie.

Niebawem napiszę o kolejnych ćwiczeniach. Obiecuję, że zrobię to szybko.

Po drugie ważne jest, aby przed wyjściem z domu na jogging, czy na jakiekolwiek ćwiczenia, zawsze, bezwzględnie posmarować twarz kremem z wysokim filtrem przeciwsłonecznym. Ja, mimo ciemniej karnacji, smaruję twarz przez cały rok kremem z filtrem 50. Zapobiega to powstawaniu plam i przebarwień. Słońce kocham, ale twarz chronię przed nim, aby się nie starzała szybko. Lubię być opalona, ale nie na buzi, dlatego zawsze w lecie całe ciało mam czarne, bo wystarczy, że pobiegnę parę kilometrów, a jestem już sczerniała, ale buźka jest biała. Niezwykle śmiesznie to wygląda, ale od czego są bronzery?
Po trzecie - raz w tygodniu peeling i maseczka z alg.
Po czwarte - nie używam żadnych kremów, mimo, że mam bardzo suchą skórę. Smaruję się wyłącznie olejem kokosowym i jego używam też pod makijaż.
Po piąte - wysypiam się.
Po szóste - jestem zawsze uśmiechnięta, bo mimo że niektórzy powiedzą, że zmarszczki śmiechowe, to uśmiech szeroki i szczery wpływa zbawiennie na naszą twarz. 
Po siódme - zdrowo się odżywiam. Myślę, że codzienna bogata owsianka. o której z Martą już wiele pisałyśmy daje naszej skórze najwięcej, ale też mnóstwo warzyw, owoców, nasiona chia, olej kokosowy, oliwa z oliwek, całkowita eliminacja cukru i białej mąki, kasza jaglana i gryczana i wiele, wiele innych pokarmów, które poprawiają wygląd skóry.

Jeśli kobieta mówi, że Jej zmarszczki nie przeszkadzają, to moim zdaniem kłamie, bo żadna babka nie chce wyglądać starzej. Na koniec cytat z artykułu, który mnie zainspirował do napisania tego posta: "Znajdziesz dziesiątki kobiet, które powiedzą Ci z marszu, że mają w nosie zmarszczki, że wybierają naturalny wygląd, starzenie z godnością i takie tam gadanie. Spróbuj znaleźć taką, która powie, że nie przeszkadza Jej wygląd jędzy na fochu albo sieroty w permamentnej depresji. Gorzej, prawda? Zmarszczki nie tylko dodają nam lat, kradną też radosny i pełen energii wygląd. Wyglądając starzej, wyglądamy po prostu smutniej. I dlatego się przed nimi bronimy, choć nie lubimy się do tego przyznawać."

Może te moje gadanki są nieco chaotyczne, ale cel był jeden. Podczas uprawiania sportu, a zwłaszcza biegania, nasza twarz chudnie i marszczy się szybciej niż innym, a zatem, Szalone Biegaczki, dbajmy o nią niezwykle czule. Ja postaram się Was nauczyć niebawem kolejnych ćwiczeń, które u mnie zagościły na stałe. Niektórzy powiedzą "I tak nie wyglądasz dobrze", ale ja sama widzę postępy na mojej buzi, to ciekawe, co by ci "niektórzy" powiedzieli, gdybym nie ćwiczyła w ogóle :) Strach pomyśleć. Zachęcam biegaczki do dbania o mordeczki :)

Uprawiając sport, zamieniamy tłuszcz na mięśnie, dlatego też oprócz ciała zadbajmy o twarz, bo tam też mamy mięśnie, a nawet bardzo ważne mięśnie. A więc do czułej pielęgnacji dodajmy facefitness, a będziemy całe wyrzeźbione od stóp do "głów".

sobota, 5 lipca 2014

1 roczek Martusi :)

Dziś mija 1 rok od kiedy Martusia zaczęła biegać. Wczoraj zrobiła swój tysięczny kilometr. Coby uczcić na zdrowo Jej małe święto zrobiłam czekoladowego torta jaglanego :)

Czekoladowy tort jaglany z masą czekoladową z bananów i avocado ze świeżymi malinami i agarem


Ciasto:

1,5 szklanki kaszy jaglanej ugotować na sypko i przestudzić,
400 ml jogurtu naturalnego,
8 jajek,
2 łyżki ksylitolu,
6 łyżeczek kakao lub karobu ( ja, ponieważ skończył mi się karob, użyłam kakao), 
2 łyżeczki proszku do pieczenia bio,
zmielone migdały do wysypania spodu tortownicy.

Masa:

Przepis od  vea love green
Ja zrobiłam z zpodwójnej ilości składników podanych przez Iwonkę, zamiast karobu - kakao i zamiast syropu zaledwie łyżeczka ksylitolu :)

Ponadto:

3 koszyczki malin,
2 łyżeczki agaru,

Wszystkie składniki na ciasto porządnie potraktować blenderem i wylać na tortownicę popryskaną oliwą i posypaną zmielonymi migdałami. Wstawić do nagrzanego do 180 stopni Celcjusza piekarnika i piec ok. 1 godzinę. Następnie pozostawić ciasto do wystygnięcia.

W czasie studzenia ciasta  2 koszyczki malin wsypać do rondelka, dodać 1,5 łyżki ksylitolu, a w 1/3 szklanki wrzącej wody rozpuścić 2 łyżeczki agaru i szybko wlać do malin, następnie pogotować je przez kilka minut. Galaretkę z malinami także odstawić do wystygnięcia.

W następnej kolejności ciasto przekroić w połowie. Przygotować masę i na jednej części ciasta ją wyłożyć  ( zostawiając 2 łyżki do wysmarowania boków i rantu tortu). Na wyłożoną masę wysypać 1 koszyczek malin i przykryć drugą połową ciasta. Na wierzch wylać tężejącą galaretkę z agaru z malinami . Boki ciasta i centymetrowy rant tortu posmarować pozostałą masą.



Zdrowy tort :)
Smacznego




P.S.

Ponieważ ugotowałam 2 szklanki kaszy, to z tej 1/4 części zrobiłam krem czekoladowy a'la nutella.
Kasza, 4 daktyle, 2 łyżeczki ksylitolu, 2 łyżki oleju kokosowego i 2 łyżki kakao zmalaksowałam na gładką masę i jest do kanapek.