Pokazywanie postów oznaczonych etykietą treningi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą treningi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 września 2014

Tajemniczy składnik treningu, który odmieni Twoje życie.

Nie wszyscy go znają. Niektórzy traktują go pobłażliwie, nie dowierzają w jego skuteczność, albo kompletnie go ignorują. A mówi się, że to tak samo ważna, jak nie bardziej, część treningu, co sam trening. Wiecie, o czym mówię?

REGENERACJA.

Niby banał, no bo po prostu trzeba spać 7-8 godzin i nie trenować codziennie. Ja myślę o regeneracji w nieco inny sposób i mam nadzieję przekazać Wam bardziej holistyczne podejście do tej sprawy.

Według mnie, regeneracja to wszystko to, co składa się na nasze życie poza treningami. Nie wystarczy spać 7 godzin dziennie i robić jeden czy dwa dni odpoczynku (rest day z angielska) w tygodniu, jeśli poza tym w weekendy zalewamy się w trupa, po treningu puszczamy dymka, żywimy się tylko kebabami i jajecznicą, a przez cały tydzień po 10 godzin siedzimy przy biurku i mamy taki poziom stresu, że kłęby dymu ze spalonych przewodów wydostają się już przez nasze uszy.

Regeneracja wymaga podejścia do swojego ciała z uwagą i troską. Rozpoznawać, co nam służy, a co nie. Trening, który ma na celu tylko i wyłącznie, kolokwialnie mówiąc, przypakowanie, albo schudnięcie, albo zabicie wyrzutów sumienia, może nawet szkodzić. Wysiłek fizyczny nie jest dla naszego organizmu obojętny, tym bardziej jeśli jest bardzo intensywny, lub po prostu niedostosowany do naszych możliwości. Jeśli trening to element, który funkcjonuje w zupełnym oderwaniu od reszty naszego życia i nic w nim nie zmienia, to bardzo prawdopodobne, że szybko poznamy, co to kontuzja, przetrenowanie, czy spadek motywacji. 

Człowiek to całość. Nie da się go porozdzielać na odrębne kawałki. Jeśli chcesz żyć zdrowo, w zgodzie ze sobą, jeśli chcesz czuć się dobrze i pracować nad równowagą w Twoim organizmie, to uważam, że warto zwrócić uwagę na następujące elementy:

  1. Poziom treningu. Czy jest dostosowany do Twoich możliwości? Czy nie robisz niczego ponad swoje siły? Zastanów się nad tym. Lepiej zacząć powoli, delikatnie, i stopniowo zwiększać intensywność. Trening dostosowany do możliwości sprawia większą przyjemność i zwiększa motywację do dalszej pracy. Po prostu da się go pokochać.
  2. Sen. Tak, wiem, wszędzie się o tym tłucze, że trzeba spać 7-8 godzin, a Ty śpisz po 5-6 i czujesz się dobrze? Do czasu... Sen to podstawa. Niektórzy potrzebują go więcej, niektórzy mniej, spróbuj wyczuć, ile Ty go potrzebujesz. Staraj się budzić się z poczuciem wyspania i energii. Inaczej bardzo łatwo o przetrenowanie, brak chęci do czegokolwiek i ogólne zblazowanie.
  3. Sposób odżywiania. Jak człowiek trenuje, to potrzebuje dostosować do tego swój sposób jedzenia. Czyli przede wszystkim co i kiedy je. Ciężko odbudować i zregenerować mięśnie po treningu zestawem z pierwszego lepszego fast-fooda. Nasze ciało to nie śmietnik, wypadałoby traktować je z szacunkiem, no bo bądź co bądź - mamy tylko jedno. Niedopuszczalne jest też głodzenie się! Do treningu potrzebne jest paliwo! Oczywiście, inaczej powinny odżywiać się osoby, które chcą zrzucić wagę i uprawiają sporty wytrzymałościowe, takie jak bieganie, a inaczej ci, którzy pracują nad rozbudowaniem masy mięśniowej. Żadna z tych osób nie powinna jednak trenować na głodnego, bo bez paliwa organizm będzie o wiele mniej wydajny, przez co trening nie będzie taki, jakbyśmy chcieli, bo po prostu zabraknie nam sił. Poza tym nie działa to dobrze ani na odchudzanie, ani na rzeźbę - raczej na gromadzenie tkanki tłuszczowej, bo organizm będzie się bronił przed głodem i odkładał "na zapas". Dlatego warto trenować ok 2-3 godziny po głównym posiłku, a po treningu zjeść przekąskę na 100-200 kcal, która pozwoli zregenerować mięśnie, albo odwrotnie - ok. 30 min przed treningiem wszamać przekąskę, a po treningu zjeść główny posiłek. Nagradzajmy się jedzeniem za wysiłek, który włożyliśmy w trening, bo zasługujemy na to. Niektórzy tylko muszą przedefiniować "nagradzanie się" - no bo jak można nazwać nagrodą słoik nutelli albo pudełko pizzy, skoro wcale nie są one dla naszego organizmu dobre ani przyjemne? A, przepraszam, przyjemne są, przez jakieś 10 minut po fakcie, bo jest nam słodko, czy tam tłusto, i cudownie. Później przychodzą wyrzuty sumienia, szybki głód i chęć na więcej, problemy z trawieniem, ospałość i brak energii, a nawet problemy z cerą, bo organizm próbuje wyrzucić z siebie te toksyny przez skórę. Hm. Warto było? Nagradzanie się za wysiłek powinno polegać na dostarczaniu sobie tego, czego organizm potrzebuje - świeżych warzyw i owoców, produktów zbożowych z pełnego przemiału, nabiału, mięsa, ryb, zdrowych tłuszczy, itp. itd., wiemy o co chodzi. Oczywiście nikomu nie zaszkodzi kawałek ulubionego ciasta czy kanapka z nieszczęsną nutellą raz na jakiś czas, choćby i raz na tydzień, pod warunkiem, że potrafimy to kontrolować i zjeść normalną, rozsądną porcję, a nie pół blachy, czy cały słoik. Grunt, żeby mieć zdrowe nawyki i na ogół zdrowo jeść, a tzw. cheat meal choćby raz na tydzień jest nawet pożądany. Byleby jeden taki cheat meal nie osiągał takich wartości kalorycznych, jakie pochłaniamy normalnie w ciągu 3 dni. O odżywianiu się można by długo, w skrócie chodzi jednak o to, żeby poprzez jedzenie zapewniać sobie energię, siłę i regenerację, a przy tym przyjemność.
  4. Substancje psychoaktywne. Sama wiem, jak to jest, kiedy chce się biegać dzień po piciu alkoholu. Dla mnie to okrutne uczucie i zdarzyło mi się może dwa razy, od tego momentu, jeśli mam ochotę na alkohol, to piję go tylko wtedy, jeśli następnego dnia nie mam treningu. Jednak dwa piwa lub butelka cydru to mój stanowczy górny limit, od święta. Alkohol szkodzi, zawsze i wszędzie, nieważne w jakich ilościach, o jakiej porze dnia, ani z kim pijemy. Po prostu szkodzi. Utrudnia regenerację i wybija organizm z rytmu. A co dopiero kac, albo, co gorsza, zatrucie alkoholowe? Nasz organizm po prostu nas błaga: Nie rób mi tego więcej! Dobra regeneracja wg mnie oznacza brak alkoholu. Albo alkohol w bardzo nieznacznych ilościach, no bo, znowu, nie ma po co sobie niczego całkowicie, absolutnie i na zawsze odmawiać. Papierosy natomiast są w moim mniemaniu nie do pogodzenia z treningiem i ciężko mi sobie wyobrazić taką wybuchową mieszankę. Wydaje mi się, że jak się trenuje, to o wiele mniej chce się pić czy palić. Inaczej jest pewnie w przypadku osób uzależnionych, ale za to wysiłek ułatwia rzucenie picia/palenia.
  5. Siedzący tryb życia. Nie działa na nas zbyt dobrze. Mięśnie mamy spięte, po pewnym czasie wszystko zaczyna boleć, a nasza przemiana materii sięga poziomu leniwca. Warto choćby co godzinę wstać, przejść się, poruszać się przez 15 minut, porozmawiać albo wypić kawę na stojąco, porozciągać się trochę. Poranne przebiegnięcie 15 km i późniejsze 8 godzin na krześle trochę się kłóci ze sobą i skutkuje poważnym brakiem równowagi.
  6. Chroniczny stres. Trening oddziałuje na organizm w podobny sposób jak stres. Pełna mobilizacja organizmu, adrenalina, podwyższone tętno, itp. Dlatego poza treningami warto się wyciszyć. Zwolnić. Zrelaksować się. Oczywiście, że każdy ma swoje problemy, pracę czy naukę, obowiązki, odpowiedzialność, co powoduje stres. Ale do pewnego stopnia możemy to kontrolować - sposób, w jaki reagujemy w stresowych sytuacjach, nasze nastawienie i sposób myślenia, a przede wszystkim to, jak sobie z tym stresem radzimy. Zamknięcie oczu i policzenie do 10 działa czasem cuda, nie mówiąc o technikach oddechowych i innych technikach relaksacyjnych, jodze, masażach, relaksie w ciepłej kąpieli z książką, itp. O takich sposobach też warto pamiętać i fundować sobie czasem taki relaks dla ciała i ducha.
  7. Rozciąganie. W mięśniach gromadzi się bardzo dużo napięcia, przez treningi i stres. Rozciąganie jest absolutnie konieczne po treningu, fajnie by było poświęcić mu trochę uwagi i czasu, a nie z niechęcią i niedbale odhaczyć. Podczas trenowania mięśnie się napinają i kurczą, warto je porządnie rozciągnąć i rozluźnić, by powróciły przynajmniej do stanu sprzed treningu. To potrafi być zbawienne i znacząco ograniczyć potreningowe bóle. Uważam, że warto też rozciągać się niezależnie od treningu, po prostu codziennie, żeby zrelaksować mięśnie. Nie wiem czy wiecie, ale nie tylko napięcie psychiczne (stres, itp.) powoduje napięcie mięśni, ale i na odwrót - napięcie mięśni też wpływa na to psychiczne. Im bardziej rozluźnione ciało, tym bardziej zrelaksowany umysł.


    Pamiętajcie o rozciąganiu!:)

  8. Inna aktywność fizyczna. Warto też poruszać się czasami dla samego ruchu, nie dla wyników, efektów. Dla samej przyjemności płynącej z lekkiej, rekreacyjnej aktywności fizycznej. Dlatego czasami można poćwiczyć jogę, wybrać się na rolki, a nawet na zwykły spacer. Świetnie działa zabawa z psem, czy aktywne spędzanie czasu z dzieckiem, wycieczka rowerowa. Albo nasz standardowy trening o nieco mniejszej intensywności, bez parcia na wynik, na pięcie się w górę. Przetruchtanie 5 km w tempie 7:30 min/km wciąż jest świetnym sposobem na ruch i wciąż dostarczy Ci ogromnej przyjemności, nawet jeśli Twój standardowy trening to 15 km w tempie 5:30. Zawsze warto mieć przed oczami szerszy obraz. Po co to robimy? Dla siebie, dla własnej przyjemności i satysfakcji. Dobrze by było o tym nie zapomnieć. Pamiętajmy zawsze, że najważniejsza jest radość z treningów - gdy to zanika, to znak, że coś trzeba zmienić.
A co Wy sądzicie o regeneracji?:)


 

środa, 12 marca 2014

Twój cel: spalić tłuszcz.

Mówi się, że w osiągnięciu jakichś efektów związanych ze zmianą sylwetki na lepsze (zrzucenie zbędnych kilogramów, nabranie masy mięśniowej) w 60% udział ma dieta, a tylko w 40% ćwiczenia. Nie łudź się zatem zbytnio, że inwestowanie czasu i sił w treningi przy jednoczesnym zajadaniu się tonami ociekających tłuszczem hamburgerów i pływających w cukrze słodkości da spektakularne efekty. Odwrotna sytuacja także Ci nie posłuży - wierzysz w głodówki? Popełniasz błąd na samym starcie! Gdy jemy posiłki zbyt rzadko, gdy doprowadzamy do sytuacji, w której nasz organizm woła rozpaczliwie o paliwo, którego nie dostarczyliśmy mu od 6-7 godzin, nie mamy szans na odchudzenie się. Chociaż może powiem inaczej - gdy jesteście wyjątkowo zawzięci, wytrwali i uparci i wytrwacie w takiej głodówce, czy monodiecie typu "Przez miesiąc jem tylko jabłka", to owszem, schudniecie (chociaż również niekoniecznie :) Jedząc same owoce, raczej przytyjemy, bo przyjmowanie tylko cukrów prostych zawartych w owocach i sokach sprzyja odkładaniu się tłuszczu). Wasze ciała będą jednak niedożywione, poważnie zaszkodzicie swojemu zdrowiu, nie będziecie mieli energii do życia, a co dopiero aktywności fizycznej. A co najgorsze to, z czego będziecie "chudli" to mięśnie i woda. Co pozostanie? Galaretowaty tłuszcz przyczepiony do kości. Mało apetycznie brzmi, ale i wygląda... Kto chce mieć ciało jak budyń? Wystrzegajcie się takich "diet odchudzających", bazują one na tym, że widać po nich efekty na wadze - w końcu mięśnie są cięższe od tłuszczu, gdy zatem zanikają, waga pokazuje mniej. Ale czy właśnie tego chcemy...? Chcemy odchudzenia, które tak naprawdę polega na "odmięśnieniu", czy odtłuszczenia, czyli stopniowego pozbywania się tkanki tłuszczowej, przy jednoczesnym zachowaniu mięśni? Dobra, zdrowa dieta zawiera wszystkie grupy składników odżywczych - białko, węglowodany, tłuszcze, witaminy. W celu odtłuszczenia trzeba nabrać świadomości tego, co jemy i jak to na nas działa. Co ciekawe (choć może to nieodpowiednie słowo), osoby z nadwagą i otyłością często są niedożywione. Zatem chodzi zarówno o ilość, jak i jakość jedzenia:) Można pochłaniać całe góry jedzenia, nie dostarczając przy tym organizmowi nawet połowy tego, co potrzebuje.

Konkretne zasady zdrowego odżywiania, których my się trzymamy i uznajemy za słuszne, przedstawimy innym razem, zdecydowanie zasługują one na osobny post. Pamiętajcie jednak, że bez zmian w sposobie odżywiania ciężko o dobre wyniki. Nie oczekujcie więc, że zaczniecie biegać, ale nie zmienicie nic w swoich nawykach żywieniowych, i spalicie kilka kilogramów tłuszczu w miesiąc. To nierealne, dlatego powoli zacznijcie wprowadzać drobne zmiany w swoich nawykach jedzeniowych. Postanowienie na pierwszy tydzień? Np. zacznę jeść dobre, pożywne śniadanie, które dostarczy mi energii i zmniejszy łaknienie na cały dzień. Krok w stronę zdrowszego jedzenia, to pierwszy krok w stronę spalenia tłuszczu.
Odsyłam do przepisu na owsiankę :)




Drugi krok, to trening aerobowy. Wspominałam o nim już tutaj.

Inna nazwa treningu aerobowego to cardio, pewnie Wam znana. Jak już pisałam, w treningach takich chodzi o to, że w wyniku jego umiarkowanej intensywności krew ma możliwość dostarczenia tlenu do pracujących mięśni, dzięki czemu energia czerpana jest ze spalania tlenowego. Najbardziej optymalne tętno przy takich treningach, to ok. 65% tętna maksymalnego.

Trening aerobowy możesz spokojnie wykonywać na siłowni. Odpowiednie do tego będą takie maszyny:
  • bieżnia
  • steper
  • wiosełka
  • rowerek
  • orbitrek
W takiej sytuacji możesz na bieżąco sprawdzać i kontrolować swój poziom tętna. Pójście na siłownię wiąże się jednak z kosztami - jeśli nigdy wcześniej tam nie byłaś/eś, nie masz karnetu, nie chcesz wydawać pieniędzy, to wybierz jeden z pozostałych treningów. Co masz do wyboru?

  • bieganie - oczywiście polecam najbardziej. Wyżej jest link do posta o tym, jak bezboleśnie zacząć biegać. Polecam dać sobie szansę i wypróbować. Najlepiej na świeżym powietrzu - to dodatkowa korzyść, bo świeże powietrze ma magiczne działanie na nasze zdrowie i samopoczucie.
  • jazda na rowerze
  • skakanie na skakance
  • jazda na rolkach
  • pływanie
  • marsz/nordic walking
Jak tutaj kontrolować tętno? Jeśli planujesz zanurzyć się w przygodzie ze sportem, kup pulsometr (17.03 można będzie kupić w Lidlu w ofercie biegowej, za 90 zł:)). Jeśli nie - utrzymuj wysiłek na takim poziomie, żeby móc jednocześnie prowadzić z kimś spokojną rozmowę.

Dlaczego aeroby są tak skuteczne w walce z tłuszczem (niemal tak bardzo bezwzględne jak Ludwik;))? 

Przez pierwsze 20 minut takiego treningu pobieramy energię głównie z węglowodanów, jednak później proporcje zaczynają się powoli odwracać, zaczynamy coraz więcej czerpać z tkanki tłuszczowej, coraz mniej natomiast z węglowodanów. Dochodzi do tego, że 80% prądu ciągniemy z tłuszczu, a 20% z węgli. Bajka, co? Żeby jednak choć trochę tłuszczu poszło w ogień spalania, nasz trening musi trwać minimum 20 minut (równe 20 minut treningu raczej nie da efektu), a najlepiej 30-60 minut.

Brzmi fajnie, ale co w sytuacji, jak formę ma się grubo poniżej zera i 5-10 minut takich ćwiczeń to katorga i morderstwo w biały dzień?;) Zainwestujcie w trening interwałowy. Najważniejsze jest to, żeby na wejściu się nie zrazić i nie zniechęcić do całej idei aktywności fizycznej, którą chyba Pan Bóg wymyślił, żeby nas ukarać. To ma być przyjemność, dlatego nie próbujmy pierwszego dnia skakać na skakance pół godziny - ja mam dość dobrą formę biegową, a po 10 minutach na skakance odpadam:) Zaczynajmy powoli. O co chodzi w interwałach? O przeplatanie intensywnego wysiłku z wysiłkiem w spokojnym tempie. Czyli np. bieg i marsz, szybkie i wolniutkie skakanie na skakance, itp. Na początku ustalcie czas intensywnego wysiłku na bardzo króciutki (np. 30 sekund - 1 minutę), a spokojnego - dłuższy (np. 3-4 minuty). Taki cykl powtórzcie 5-7 razy, albo mniej, tak jak dajecie radę. Co tydzień zwiększajcie długość intensywnego wysiłku, jednocześnie zmniejszając czas spokojnego. W końcu dojdziecie do takiej kondycji, że bez problemu będziecie w stanie wykonywać dany ruch (w zależności od rodzaju wybranego wysiłku) przez 30 minut, a później coraz dłużej. Wybierzcie taki trening, który będzie sprawiał Wam przyjemność. Na początku może Wam się wydawać, że to niemożliwe, żeby ruch sprawiał przyjemność, ale dajcie mu szansę:) Zacznij od 3 takich treningów w tygodniu, a możliwe, że już niedługo zaczniesz potrzebować więcej. 

Pamiętaj także o dopasowaniu aktywności fizycznej do swoich możliwości zdrowotnych. Jeśli masz jakieś problemy, czy choroby, najlepiej skonsultuj rodzaj wybranego sportu z lekarzem. Także jeśli masz nadwagę - wybierz taki trening, który nie przeciąży Twoich stawów (np. rowerek stacjonarny).

Źródło informacji:

Paulina Bernatek-Brzózka i Tomasz Brzózka (2010). Fitness dla kobiet. Wrocław: Wydawnictwo Siedmioróg.

poniedziałek, 10 marca 2014

W dżungli aktywności

Żeby osiągnąć swój cel, najpierw trzeba go dobrze dookreślić, a później dobrać do niego odpowiednie środki. Dziś zatem parę słów wstępu na temat tego, jak ustalić swój cel i jaki dobrać do niego trening. Krótko, ale konkretnie.
Jaki jest Twój cel?

1. Chcesz schudnąć, czyli spalić tłuszcz (uwaga: bez odpowiedniego uzupełnienia będziesz spalać także mięśnie. Jak temu zapobiec? Dowiesz się później.)

2. Chcesz wzmocnić i wyrzeźbić konkretne partie mięśni, np. upragnione przez wszystkich ABS-y (i bynajmniej nie chodzi tu o układ hamowania w naszym samochodzie), bicepsy, pośladki.

3. Chcesz wzmocnić całe ciało, mięśnie głębokie, których nie używamy na co dzień, poprawić koordynację ruchową i równowagę.

Który z tych trzech jest Ci najbliższy? Zastanów się dobrze i wybierz - oczywiście mogą Cię interesować wszystkie z nich. Jeśli jednak zaczynasz przygodę z ruchem, to na początek polecałabym skupić się na jednym z nich, żeby nie narzucić sobie zbyt dużego rygoru treningowego, godzin poświęconych na wylewanie siódmych potów i żeby się do ruchu nie zniechęcić i nie zaprzepaścić kiełkującej motywacji, czy ochoty do ćwiczeń. Wybierz jeden cel, który na początek będzie Twoim priorytetem


Gotowa? Gotowy? Teraz sprawdź, jakie treningi odpowiadają Twojemu zamiarowi:

1. Trening aerobowy - najskuteczniejszy w walce z tłuszczem.

2. Trening siłowy - trening z obciążeniem.

3. Trening funkcjonalny - jego istotą jest angażowanie jak największej ilości mięśni jednocześnie. Chodzi o takie ruchy mięśni, jakie wykorzystujemy podczas wykonywania codziennych czynności.

Konkretniejsze informacje na temat tych trzech rodzajów treningów pojawią się w kolejnych postach. Wróćmy jednak do Twojego celu.

  • Nie oszukuj, nie odkładaj tego na później. Chcesz coś zmienić w swoim życiu? Bądź szczery i uczciwy wobec samego siebie. Wybierz swój cel. Czego oczekujesz od aktywności fizycznej i treningów? O jakich efektach marzysz? Do czego dążysz?

  • Sformułuj cel własnymi słowami. Wybierz dużą kartkę i kolorowe długopisy. Zapisz swój cel wielkimi literami, ładnie i kolorowo. Poczuj przyjemność i podekscytowanie płynące z faktu planowania zmian w swoim życiu. Zmian na lepsze! Jeśli dziś zrobisz ten krok, pomyśl, jaką osobą będziesz za rok...

  • Przepuść swój cel przez sitko, oddzielające dobrze sformułowane cele od tych, które trzeba nieco przeformułować. Sitko to nazywa się techniką SMART. Zadaj sobie pięć prostych pytań.
    • S - czy Twój cel jest szczegółowy? Czy jest określony, jednoznaczny, czy da się go ująć w jednym, konkretnym zdaniu? Spójrz na swoją kartkę, przeanalizuj napisane przed chwilą słowa i odpowiedz na te pytania.

    • M - czy Twój cel jest mierzalny? Czy istnieje jakiś obiektywny sposób sprawdzenia, czy cel został osiągnięty? Czy masz narzędzia, dzięki którym będziesz w stanie stwierdzić, że zbliżasz się do osiągnięcia celu, czy też już go osiągnęłaś/osiągnąłeś?

    • A - czy Twój cel jest atrakcyjny? Czy dążenie do niego, zauważanie efektów i pierwszych objawów realizowania drogi do niego dadzą Ci satysfakcję, radość?

    • R - czy Twój cel jest realistyczny? Czy jest możliwy do osiągnięcia? Czy, patrząc realistycznie, uważasz, że jesteś w stanie go zrealizować?

    • T - czy Twój cel jest terminowy? Czy określiłaś/eś konkretny okres, w ciągu którego zamierzasz zrealizować postanowienie? Czy okres ten jest racjonalnie, realistycznie dobrany do tego, co chcesz osiągnąć?

Przykładem celu spełniającego te założenia, jest np. "W ciągu 2 miesięcy przygotuję się do przebiegnięcia moich pierwszych 5 km".

Rozpisz poszczególne aspekty swojego celu na swojej kartce. W jaki sposób będziesz kontrolować efekty i postępy? Jak będziesz się motywować? Czy dysponujesz umiejętnościami i zasobami, które pozwolą Ci zrealizować ten cel? Co Ci w tym pomoże, a co utrudni Ci drogę? Jak będziesz pokonywać trudności? Co będziesz sobie mówić w chwilach słabości? Jaki wyznaczasz sobie deadline?

Przemyśl to wszystko dobrze. Wypisz wszystkie swoje przemyślenia, uwagi, zalety i wady. Po ewentualnych przeformułowaniach swojego celu, zapisz go na nowo. 

Przygotuj się. Już niedługo bierzemy się do pracy!

P.S. Oczywiście tutaj mówię o celu, który związany jest z uprawianiem aktywności fizycznej i mam tu na myśli takie cele, które należą do wcześniej wymienionych przeze mnie trzech grup. Technikę SMART można jednak stosować do każdego rodzaju celów, zawsze, gdy mamy jakieś postanowienie:)

czwartek, 6 lutego 2014

February

Wczoraj ułożyłam plan treningów na luty. To będzie naprawdę zajęty miesiąc:) Mam strasznie dużo rzeczy do nadrobienia przez te ferie, no i kilka wyjazdów, więc muszę wszystko mieć dokładnie zaplanowane, żeby mieć szansę ze wszystkim się wyrobić.
Moje cele na luty to:
  1. Zwiększenie dystansów w bieganiu - chcę wreszcie wrócić do biegania po 10 km, a pogoda jest do tego teraz cudowna.
  2. Ukończenie plank challenge - wyzwanie kończy się na 5 minutach, ale ja chcę kontynuować i zobaczyć, do ilu minut uda mi się dojść.
  3. Ukończenie wyzwań jogowych z Erin Motz - a co za tym idzie lepsze rozciągnięcie. Na ukończeniu wyzwań jednak na pewno nie zakończę, będę do nich wracać nieustannie, bo ćwiczenia z nią są cudowne po prostu. Poza tym dużo jogi na warsztatach, gdzie pewnie nauczę się dużo nowych rzeczy i ćwiczenie takich pozycji jak crow pose, wild thing pose, wheel pose. I moje standardowe pozycje do rozciągania.
  4. Biegówki - pierwszy raz w życiu się na nie wybieram i mam nadzieję, że je pokocham:)
  5. Boczki - mam zestaw ćwiczeń w desce, które podobno są zabójcze dla boczków. Mam z nimi problem - nie są duże, ale przy niezdrowym trybie życia w liceum niestety się pojawiły, więc czas najwyższy się ich pozbyć i wymodelować ładnie sylwetkę:) 
  6. Praca nad brzuchem - na koniec miesiąca chcę widzieć kolejne efekty, czyli jeszcze mniej tłuszczyku (to głównie dzięki bieganiu i mixerowi) i więcej mięśni (dzięki desce, mixerowi, ćwiczeniom na boczki i jodze).
  7. Rozciąganie do szpagatu - nie zakładam sobie, że na koniec miesiąca będę już swobodnie siedziała w szpagacie, bo to chyba niemożliwe. Chcę codziennie poświęcać 10 minut na rozciąganie, a może za 2-3 miesiące osiągnę cel. Na koniec lutego na pewno też już będą fajne efekty:)

Dużo? Sama jestem lekko przerażona swoją ambicją;) Ale są ferie. Skoro w czasie sesji udało mi się zrobić prawie wszystkie treningi biegowe, mixera, deskę i do tego jeszcze jogę, to nie widzę powodu, dla którego na feriach nie mogłabym dorzucić do tego trochę więcej jogi, 10-minutowych ćwiczeń na boczki i rozciągania do szpagatu:) Nie zakładam, że zrealizuję dokładnie każde ćwiczenie z mojego planu, bo nie chcę być później załamana że raz nie zrobiłam jakiegoś treningu.  Ale zakładam, że zrobię znaczną większość z tego planu:



Wydrukowaną wersję wieszam dziś na ścianę, a za godzinę startuję z jogą, szpagatem i biodrami. Popołudniu 10 km po pięknych ścieżkach, z mamą i siostrą (tak, mam to szczęście, że moja mama i siostra też biegają i ćwiczą mixera i jogę, a co lepsze - to DZIĘKI NIM ja zaczęłam biegać, one zaczęły 3 miesiące wcześniej), może nawet porobimy zdjęcia biegowe, bo krajobraz w tamtym miejscu jest teraz piękny. Wieczorem wreszcie łyżwy z siostrą i ruszamy z feriami na całego.

W kolejnym semestrze zapisuję się na fakultet z psychodietetyki - już jestem cała podekscytowana. Mam nadzieję, że dowiem się tam wielu ciekawych i przydatnych rzeczy i dowiem się, jakie książki na ten temat warto przeczytać, a wszystko co mnie zaciekawi i uznam za przydatne, będę wstawiać oczywiście tutaj. Z przypisami do literatury;)

Let's be fit together!